A IŚĆ TRZEBA DALEJ…. (MÓJ DOM)

   Tajemnica osób ze zdjęć została nierozwikłana. Póki co. Jeszcze do tego wrócę. Mój spacer powinien trwać dalej.

   Wracam na Chłodną – tym razem pod moją rodzinną kamienicę. Ulica Chłodna 20 – tu się urodziłem, tu chowałem, tu żyłem… Mieszkałem w „Kamienicy Pod Zegarem”.

   Zanim się urodziłem rodzice mieszkali w drugim podwórku kamienicy przy ul.Chłodnej 20 w mieszkaniu na trzecim piętrze. Tam matka służyła u swojej ciotki, która przygarnęła ją jako sierotę. Czynsz okazał się zbyt wysoki, toteż rodzice zaczęli myśleć o przeprowadzce. Kiedy tylko ojciec dorobił się jeżdżąc na taksówce, kupili ruderę przy ul. Krochmalnej.To prawdopodobnie tam w 1939 r. na świat przyjęła mnie akuszerka. W księgach kościelnych u św. Karola Boromeusza spisano, że „z ulicy Krochmalnej przyszedł Ł….  Jan z praczką i woźnicą. Chcą ochrzcić dzieciątko”. W trakcie okupacji musieliśmy przenieść się na ulicę Wronią. Na Chłodnej było getto. W czasie powstania ojciec brał udział w walkach, a ja z matką trafiłem do obozu w Pruszkowie, później do Łowicza. Na Chłodną 20 powróciliśmy dopiero w 1945 roku. Przez dwadzieścia lat mieszkałem pod numerem 65 na pierwszym piętrze.

81_1247893518

źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl

   Zaraz po wojnie mieszkańcy Chłodnej gnieździli się głównie w Kamienicy pod Zegarem, która wtedy wydawała się kolosem. Zajmowali każde wolne miejsce, nawet piwnice. Kilka rodzin mieszkało na małej powierzchni i dawało radę dogadać się. Dziś odnoszę wrażenie, że jak na owe czasy, ludzie byli szlachetni, pomagali sobie wzajemnie – i to było naturalne. To nie do pomyślenia, ale wtedy wszyscy się znali. Kobiety codziennie siadywały przed domem na stołkach, żeby porozmawiać. Bohaterki! Wyniosły z kamienicy na kocu niewybuch, który przebił jedną z klatek i utkwił w ścianie.

der911

żródło:www.kolejkamarecka.pun.pl

   Kamienica pod Zegarem miała też innych bohaterów na przykład pani Zielińska – taki nasz Korczak. Była naszą najbliższą sąsiadką. Dzieliliśmy z nią mieszkanie. Pochodziła z Woli i przed wojną pracowała w domu dziecka. Wtedy poznała samego Janusza Korczaka, który często odwiedzał ten dom. Codziennie, gdy była taka potrzeba razem z moją matką przygotowywały posiłki dla bezdomnych dzieci. Utkwił mi w pamięci taki obraz: otwieram drzwi do pokoju pani Zielińskiej i widzę kilkoro małych dzieci, strasznie wychudzonych, brudnych z zabandażowanymi rękami. Jadły rękoma zupę z blaszanej miski. Jedno z nich leżało na podłodze. Pani Zielińska wyprowadziła mnie do pokoju, w którym mieszkałem z rodzicami. Byłem mały, nie wiedziałem, o co chodzi. Po pewnym czasie dowiedziałem się, że były to dzieci, na których hitlerowcy przeprowadzali eksperymenty medyczne. A może ktoś po prostu wyciągnął je spod gruzów…

   Mama miała ambicje – zapisała mnie do „ekskluzywnej” wtedy szkoły im.Wojciecha Górskiego przy ul. Smolnej. Dzień w dzień przełaziłem z tornistrem po gruzach przy Hali Mirowskiej, potem Ogrodem Saskim, Krakowskim Przedmieściem do Tamki i na ul.Smolną. Później przez Chłodną i Żelazną jeździłem tramwajem.

źródło:www.ztm.waw.pl