KONIEC POWSTANIA

   7 sierpnia gen. Reinefarth kontynuował od świtu natarcie na Woli, „oczyszczając” rejon ulic: Chłodnej, Ogrodowej, placu Mirowskiego, Hal Mirowskich i placu Żelaznej Bramy. Masowo mordowano ludność cywilną.  Po bramach i podwórkach odbywały się egzekucje na: Chłodnej, Elektoralnej i w Halach Mirowskich.

   W dniach 7 i 8 sierpnia siły niemieckie umocniły się ostatecznie wzdłuż głównych arterii przelotowych Woli i ich przecznic.

   Wobec rosnącej przewagi wroga 12 sierpnia 1944 roku praktycznie cały obszar Woli znalazł się w rękach niemieckich. Rozpoczął się ostatni etap gehenny ludności cywilnej w której łącznie wymordowano około 50 tysięcy mieszkańców Woli.

   13 sierpnia jednostki AK uderzyły na Hale Mirowskie, zamierzając przebić się tamtędy do odciętej Starówki. Atak zakończył się jednak niepowodzeniem.

  Gubernator dystryktu warszawskiego  - Ludwig Fischer uciekł pod osłoną czołgu z pałacu Brühla poza Warszawę wraz ze swymi urzędnikami. Na placu Żelaznej Bramy i na ulicy Chłodnej Niemcy zostali ostrzelani przez oddziały powstańcze.

  15 sierpnia po opanowaniu Woli Niemcy zainstalowali w parku im. Sowińskiego najcięższy samobieżny moździerz „Karl”, który używali do ostrzeliwania Starego Miasta i Śródmieścia Warszawy.

images

źródło:http://blogbiszopa.pl

   Pociski przebijały kolejne stropy i zazwyczaj eksplodowały w części parterowej, powodując zburzenie całej kamienicy i zasypanie piwnic. Wiele pocisków wystrzeliwanych z Karla nie wybuchło. Być może dlatego, że były przeznaczone do niszczenia potężnych betonowych umocnień i mury miasta były zbyt wątłe, żeby uruchomić zapalnik pocisku . Drugim powodem mogły być akcje sabotażowe przymusowych robotników, którzy pracowali w niemieckich fabrykach zbrojeniowych. Może właśnie taki  pocisk trafił w naszą kamienicę pod 20-tką – i nie wybuchł. Ten, który moja mama z sąsiadkami wyniosły na kocu przed kamienicę

   Jeden z takich pocisków uderzył w dom, gdzie znajdowała się słynna restauracja „Adria”. Pocisk po przebiciu stropów i kilku pięter wpadł do podziemi. Nie eksplodował. Został rozbrojony przez powstańców, a jego ładunek wybuchowy później służył do produkcji powstańczych granatów. Inny pocisk trafił najwyższy wówczas budynek warszawski hotel Prudential.

images

źródło:pl.wikipedia.org

   Po upadku Woli powstańcy jeszcze stawiali opór wojskom niemieckim przez kilka tygodni.

   14-16 września oddziały niemieckie zdobyły Marymont. 27 września skapitulowali ostatni obrońcy Mokotowa a 30 września obrońcy Żoliborza. W Ożarowie Mazowieckim toczyły się pertraktacje, które zakończyły się w nocy z 2 na 3 października podpisaniem aktu kapitulacji powstania warszawskiego.

images

źródło:www.polskieradio.pl

    5 października do niewoli w zwartych oddziałach powstańczych wychodzili z Warszawy żołnierze. Około 3,5 tys. powstańców zdołało wmieszać się w opuszczający miasto tłum ludności cywilnej i uniknąć w ten sposób niewoli

images

źródło:to-ci-historia.blog.pl

Kapitulacja nastąpiła 2 października 1944 r. po 63 dniach walki.           

   Dla upamiętnienia faktu stłumienia Powstania Warszawskiego 1944 r. Niemcy ustanowili specjalną odznakę „Warschaer Schield” zaprojektowaną podobno przez samego Hitlera. Dostali ją funkcjonariusze Wehrmachtu i SS, biorącym udział w walkach z polskimi powstańcami, noszono na lewym rękawie munduru.

   Po wyjściu powstańców do niewoli i po usunięciu z miasta kilkuset tysięcy ludności cywilnej Warszawa była systematycznie niszczona przez Niemców.

     17 stycznia 1944 r. do wymarłego, zrównanego z ziemią miasta wkroczyły wojska sowieckie i towarzysząca im I Armia Wojska Polskiego.

images

źródło:studioopinii.pl

WYPĘDZENIE Z WARSZAWY – cz.2

  Na skutek podpaleń i wysadzeń dokonywanych przez oddziały niemieckie, uległo zagładzie ponad 80% zabudowy mieszkalnej Woli.

      Mimo, że dowódcy niemieccy ograniczyli rozkaz eksterminacji ludności Warszawy, nie wszystkie oddziały zaczęły przestrzegać nowych wytycznych.

   6 sierpnia Rzeź Woli była kontynuowana. Zamordowano tego dnia około 10000 Polaków – przede wszystkim mieszkańców ulic: Chłodnej, Leszno, Towarowej i Żelaznej. Ofiarami byli  m.in. personel i pacjenci szpitala przy ul. Leszno, księża i zakonnicy z klasztoru przy ul. Karolkowej. Rozstrzelano również kilkuset wziętych do niewoli powstańców oraz osoby uznane za powstańców (w tym wiele dzieci oraz młodocianych w wieku od 12 do 16 lat). Zbiorowym egzekucjom nadal towarzyszyły gwałty, grabieże i palenie domów.

   7 sierpnia Niemcy, opanowali arterię komunikacyjną: Wolska – Chłodna – Elektoralna. Rodzina mojej żony mieszkała wówczas przy ulicy Wolskiej. Podczas wybuchu powstania moja przyszła żona miała zaledwie 3 lata. Mieszkali w jednym mieszkaniu w 5 osób z rodzicami i wujostwem. 

    Tego dnia wygoniono wszystkich mężczyzn na podwórze kamienicy i ustawiono do egzekucji w kilku rzędach. Kobiety i dzieci ustawiono w kolumnę i popędzono w kierunku Woli. Za ich plecami zaczęto masakrę. Egzekucja była przeprowadzona dość chaotycznie i w pośpiechu. Ojciec i wuj stali w kolejnym rzędzie, więc upadające martwe ciała z pierwszych rzędów, przykrywając ich ocaliły im życie. Leżeli cicho, nie ruszając się. Wuj został postrzelony w nogi, ojcu nic się nie stało. Po ustaniu strzelaniny jeden z oficerów podchodził do leżących i trącał ich nogą. Jeśli się nie ruszali – odchodził. Jeśli wydawali jakiekolwiek oznaki życia – dobijał strzałem w głowę.

  920bf527-d84c-426b-9b90-e7c30a863923.file

   źródło: konflikty.wp.pl

   Wśród mordów, gwałtów i grabieży pognano mieszkańców płonącymi ulicami do kościoła św. Wojciecha, przystanku przed obozem w Pruszkowie. W tej grupie osób była moja przyszła żona. Z tego marszu pamięta, że wokoło niej tańczyły iskierki. Te iskierki to zapewne fragmenty płonących budynków, gnane wiatrem po ulicach. Matka z ciotką niosły ją na zmianę na rękach. Tempo marszu było zbyt szybkie, żeby małe nóżki  nadążyły za korowodem.

   Gdy oprawcy już odeszli ojciec z wujem, wyczołgali się spod trupów i wpełzli do piwnicy najbliższej kamienicy. Siedzieli tam w kilku mężczyzn, wyczekując dobrego momentu na ucieczkę. Trwało to dwa dni i dwie noce. Teść później opowiadał, że najbardziej bali się gdy jeden z ocalałych współtowarzyszy kaszlał. Może był przeziębiony a może miał gruźlicę. Takie dźwięki dochodzące z piwnicy, mogły narazić wszystkich na odkrycie ich kryjówki przez Niemców. Pozostali ukrywający się mężczyźni częstowali go ciągle papierosami, bo gdy ten pali, to nie kaszlał.

   Kobiety w tym czasie szły w korowodzie, pędzone w kierunku kościoła św.Wojciecha. Co wtedy myślały i jak bardzo się bały – trudno sobie wyobrażać. Miały jedynie świadomość, że ich mężowie, bracia, synowie właśnie zostali wyprowadzeni do egzekucji. Za ich plecami słychać było tylko strzały. Z niektórymi mężczyznami na podwórza do egzekucji stawiły się też kobiety: matki, żony, siostry, córki… Zapewne robiły to dobrowolnie, nie chcąc rozstawać się z najbliższymi, nie licząc już na jakikolwiek ratunek.

920bf527-d84c-426b-9b90-e7c30a863923.file

źródło:wiadomosci.wp.pl

   Wokół kościoła nocą słychać było krzyki i strzały. Kościół św. Wojciecha został ustanowiony przejściowym obozem dla ludności cywilnej. Stanowił punkt zborny dla wypędzanych mieszkańców północnych dzielnic Warszawy. Przebywali w fatalnych warunkach sanitarnych i czekali, czekali tam na wywiezienie do obozu w Pruszkowie. W czasie powstania warszawskiego przez kościół św. Wojciecha przeszło około 90000 mieszkańców Warszawy. W jego okolicach esesmani zamordowali ponad 400 osób. Po nocy wśród krzyków, rozpaczy i płaczu, spędzonej w kościele pochód ocalałych z rzezi, ruszył w stronę Pruszkowa. Wśród nich moja żona, teściowa i ciotka.

920bf527-d84c-426b-9b90-e7c30a863923.file

źródło:http://niepoprawni.pl/blog

   Marsz był długi i monotonny. Teściowa znała dobrze język niemiecki i próbowała dogadać się ze strażnikiem. Udając, że musi coś zrobić przy dziecku spowalniały swój marsz i w rezultacie odłączyły się od pochodu  w okolicach Gołąbek pod Warszawą. Stamtąd już niedaleko było do domu wuja mojej teściowej. Zatrzymały się u niego. Mimo wszelkich przesłanek, że obaj mężowie nie żyją nadal wierzyły, że się odnajdą. Czekały.

   Nie mogły zostać długo w Gołąbkach. Doszły do wniosku, że skoro ojciec się nie odezwał, to może wuj będzie ich szukać u swojej rodziny. Udały się w stronę Łowicza do wsi Kiernozia, gdzie mieszkała rodzina męża ciotki. Czekały.

   W tym czasie ojciec z wujem zostali złapani pod Warszawą i dołączyli do maszerujących w stronę Pruszkowa. Rozdzielili się jednak w pochodzie i ojciec udając chorobę, odłączył się w okolicach Gołąbek. Tam od rodziny dowiedział się, gdzie jest żona i córka. Gdy dotarł do nich, był tam już wuj z którym się rozstał w pochodzie w stronę Pruszkowa. Doczekali tam wspólnie do końca wojny.

   Do Warszawy wrócili w marcu 1945 roku. Nie zamieszkali na Woli. Nie mieli do czego wracać. Ich kamienica nie istniała. Wprowadzili się do stryjenki ojca na Pradze. Gdy teść dostał pracę w elektrowni na Powiślu przenieśli się do wspólnego mieszkania z innymi rodzinami na Powiślu pod adresem Aleja 3 maja.

POWSTANIE WARSZAWSKIE CZ.2 – RZEŹ WOLI.

Powstanie było już faktem.

   Na Woli już od 2 sierpnia powstańcze oddziały były uwikłane w zaciekłe walki obronne przeciwko niemieckim jednostkom pancernym, które próbowały wywalczyć sobie przejście wzdłuż trasy Wolska–Chłodna–ElektoralnaSenatorskaMost Kierbedzia.

Warschauer Aufstand, Einmarsch von Waffen-SS

źródło:http://wiadomosci.wp.pl Esesmani z brygady Dirlewangera maszerujący przez Wolę – najprawdopodobniej początek ul. Chłodnej.

  

   2–3 sierpnia w Śródmieściu zdobyto gmach Poczty Głównej oraz silnie broniony posterunek niemieckiej policji przy ul. Chłodnej (Nordwache) przez batalion „Chrobry ”.

indeks

źródło:www.sppw1944.org

   4 sierpnia Niemcy wprowadzili po raz pierwszy do akcji przeciw powstaniu lotnictwo nurkujące, które dotkliwie zbombardowało sąsiednie ulice – Wolską, Górczewską i Młynarską.

jpg

źródło:http://www.muzhp.pl

  

   5 sierpnia dokonano pod dowództwem Reinefartha, masowej rzezi ludności Woli. Dzień ten przeszedł do historii, jako „czarna sobota”.

rzez_woli_1944

źródło:warszawska-wola.strefa.pl

   Od godziny 7.00 rano oddziały niemieckie szturmowały polskie barykady na ulicach Wolskiej i Górczewskiej. Szereg domów podpalono, a uciekających w panice wybijano ogniem z broni maszynowej. Początkowo mordowano w sposób chaotyczny. Strzelali do wszystkich i wszędzie: w domach, na ulicy w szpitalach, na podwórzach bądź w piwnicach kamienic stłaczano ich, po czym mordowano za pomocą granatów.  Nie oszczędzano nikogo: małe dzieci z matkami wrzucano do płonących budynków, przy ul. Wolskiej 149 – w sierocińcu wymordowano kilkadziesiąt dzieci, rozbijając im główki kolbami karabinowymi. Cywilów, których nie zamordowano od razu, pędzono w charakterze „żywych tarcz” na powstańcze barykady.

   Później w drugiej połowie dnia rzeź przybrała bardziej zorganizowany charakter. Ludzi pędzono do kilku miejsc egzekucji przy ulicach Wolskiej i Górczewskiej a następnie systematycznie mordowano – zazwyczaj strzałem w tył głowy lub przy użyciu broni maszynowej. Niekiedy zwały martwych ciał sięgały ok. 25-35 metrów długości, 15-20 metrów szerokości i 2 metrów wysokości.

   Wieczorem 5 sierpnia za wiedzą i zgodą nazistowskich przywódców postanowiono złagodzić  eksterminację mieszkańców. Zakazano mordowania kobiet i dzieci, utrzymując jednak rozkaz likwidacji wszystkich polskich mężczyzn oraz ujętych powstańców. W rzeczywistości decyzja  ta nie wynikała z pobudek humanitarnych, lecz z kalkulacji: zbiorowe mordy wzmagały tylko wolę oporu Polaków, a zajęci mordowaniem, gwałtami i grabieżą żołnierze niemieccy nie byli w stanie prowadzić działań ofensywnych przeciw powstańcom.

   Ulice Woli zasłane były tysiącami ciał. W obawie przed wybuchem epidemii  z około stu mężczyzn, utworzono tzw. Verbrennungskommando. Jego zdaniem było zbieranie i palenie zwłok. Po zakończeniu pracy niewielu oszczędzono. Praktycznie ocaleli tylko ci, którzy się wykupili łapówką.

   200px-Bundesarchiv_Bild_101I-695-0423-12,_Warschauer_Aufstand,_flüchtende_Zivilisten

źródło:http://pl.wikipedia.org

  

   Na mocy rozkazu von dem Bacha polskie kobiety i dzieci miały zostać skierowane do obozu przejściowego, na terenie nieczynnych Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w podwarszawskim Pruszkowie. Pierwszy transport wypędzonych warszawiaków dotarł do obozu 7 sierpnia.

Byłem wśród nich…

POWSTANIE WARSZAWSKIE – cz.1. ORGANIZACJA

   W momencie wybuchu powstania warszawskiego główny ciężar walki z Niemcami wzięły na siebie oddziały Armii Krajowej. Stan liczebny jednostek AK w Warszawie wynosił około 50 tys. zaprzysiężonych żołnierzy (mężczyzn i kobiet). Po wybuchu powstania do walki włączyły się również inne organizacje podziemne: Narodowych Sił Zbrojnych (około 3500 żołnierzy), komunistycznej Armii Ludowej (około 800 żołnierzy), Korpusu Bezpieczeństwa (około700 żołnierzy) oraz Polskiej Armii Ludowej (500 żołnierzy).

ak1

źródło:www.sppw1944.org

   Po pierwszych dniach powstania liczba walczących żołnierzy znacząco spadła do około 28 tys. i tylko część z nich posiadała broń. Najsłabszą stroną powstańców było uzbrojenie, bo chęci i odwagi było wystarczająco.  Pomocne w uzbrojeniu powstańców były zrzuty spadochronowe aliantów i zdobycze w walce. Do powstania przyłączyła się także większość spośród 348 Żydów uwięzionych w Gęsiówce”, którzy zostali uwolnieni przez żołnierzy AK w pierwszych dniach sierpnia.

300px-Gesiowka

źródło:www.sppw1944.org

   Ponadto w powstaniu udział wzięło również wielu Żydów ukrywających się dotąd na terenie miasta, którym udało się przeżyć powstanie w getcie warszawskim.

   Władze cywilne działały za pośrednictwem komitetów domowych i blokowych (każdy dom stanowił osobną jednostkę administracyjną). Ich zadaniem była organizacja obrony przeciwlotniczej i przeciwpożarowej, zapewnienie obywatelom bezpieczeństwa, opieka społeczna, organizacja komunalnych kuchni, kopanie studni, uprzątanie ruin, grzebanie poległych oraz prowadzenie działalności informacyjno-propagandowej.

   Z inicjatywy harcerzy z Szarych Szeregów uruchomiono w mieście Harcerską Pocztę Polową, uznaną oficjalnie przez rejonową delegaturę w Śródmieściu. Do końca sierpnia 1944 wysłano za jej pośrednictwem 116 317 listów. Od 2 września Harcerska Poczta Polowa wydawała nawet własne znaczki pocztowe.

27e

źródło:www.sppw1944.org

A LATO BYŁO UPALNE….

   Gdy nadszedł rok 1944 wiadomo już było, że powstanie wybuchnie. Jeszcze jesienią 1943 roku stało się jasne, że Polska nie zostanie wyzwolona spod okupacji niemieckiej przez wojska aliantów zachodnich, lecz przez Armię Czerwoną. Militarnie powstanie było wymierzone przeciwko Niemcom, ale politycznie przeciwko ZSRR.

Armia-Krajowa1

źródło:www.fidesetratio.pl

   Dowództwo AK planowało samodzielnie wyzwolić stolicę jeszcze przed wkroczeniem Armii Czerwonej i w ten sposób zahamować prowadzony przez Stalina proces sowietyzacji. Na wieść o wybuchu powstania w Warszawie, Armia Czerwona wstrzymała ofensywę w kierunku miasta i odmawiała udzielenia pomocy powstańcom. W rezultacie słabo uzbrojone oddziały powstańcze przez 63 dni prowadziły samotną walkę z Niemcami.

Armia Czerwona1bcd46fe-a856-4643-957f-3fd3bbe6e621.file

źródło:www.radiownet.pl  – żołnierze Armii Czerwonej

      Wśród Niemców pod koniec lipca 1944 roku szerzyła się panika. Z miasta masowo uciekali cywilni Niemcy; ewakuowano zakłady przemysłowe, urzędy i więzienia; przestała się ukazywać prasa gadzinowa. Ulicami stolicy wycofywały się na zachód resztki niemieckich oddziałów rozbitych na Białorusi. AK doszło do przekonania, że powstanie łatwo mogłoby doprowadzić do wyparcia okupantów z Warszawy.

   27 lipca w Warszawie ogłoszono przez „szczekaczki” zarządzenie gubernatora dystryktu warszawskiego. Nakazywał, żeby następnego dnia 100 tysięcy polskich mężczyzn i kobiet od 17 do 65 roku życia stawiło się do pracy przy budowie umocnień nad Wisłą. Chodziło oczywiście o budowanie umocnień przed zbliżającą się Armią Czerwoną.

z15271771Q

źródło:warszawa.gazeta.pl

   Zarządzenie to zostało całkowicie zbojkotowane przez Warszawiaków, represji okupanta jednak nie było. Zza Wisły od strony Pragi, coraz głośniej słychać było kanonady artyleryjskie. Napięcie rosło – tym bardziej, że różne ugrupowania polityczne nawoływały do zrywu powstańczego. Postanowiono, iż rozpocznie się ono 1 sierpnia o godz. 17:00.

MOJA WOJNA…

   Do upadku Powstania Warszawskiego mieszkaliśmy na Wroniej. Mama,  ja i mój stryjek. Przed wybuchem Powstania taty już z nami nie było. Nie wiedzieliśmy, gdzie się podział i czy żyje. Nie tylko my byliśmy w takiej sytuacji. Wiele rodzin z naszej kamienicy było w podobnej .

    Przy kolejnych nalotach wszyscy mieszkańcy schodzili do schronów lub piwnic. My schodziliśmy do piwnicy w naszej kamienicy. Tam było duszno i tłoczno. Jedni stali, inni siedzieli, gdzie się dało. Większość się modliła. Czekaliśmy. W piwnicy znajdowało się małe okienko. Co jakiś czas, któraś matka sadzała tam choć na chwilę swoje dziecko, żeby pooddychało świeżym powietrzem. Kiedy  skończyła się moja kolej  na „świeży oddech” posadzono na parapecie okna dziewczynkę. Była młodsza ode mnie.

Chyba byłem dzieckiem szczęścia.

   W tym momencie, gdy małą posadzili w oknie – na ulicy wybuchł szrapnel. Odłamki pocisku zmasakrowały dziewczynkę. Nie wiem czy przeżyła. I dziękuję, że nie pamiętam tego wydarzenia. Znam je tylko z opowieści mojej mamy.

   Tata pracował na Poczcie Głównej przy Świętokrzyskiej. Był listonoszem. Nigdy nie należał do bardzo odważnych jak mówił o sobie, był „cykorantem”. Pewnego dnia został wezwany przez oficera niemieckiego.  Esesman nakazał mu zanieść konkretną paczkę do jakiegoś biura, w którym urzędowali Niemcy. Kazał mu  wziąć pokwitowanie za doręczenie i szybko się oddalić. To było podejrzane, ale nie mógł odmówić. Całą drogę pod wskazany adres szło za nim dwóch młodych chłopaków. Tata dostarczył paczkę i bardzo starał się nie okazywać zdenerwowania. Urzędnik, który odebrał przesyłkę kazał ją tacie natychmiast otworzyć. Ojciec poprosił o podpisanie kwitu doręczenia i korzystając z chwilowego zamieszania wymknął się z biura, nie otwierając pakunku. Zaraz potem usłyszał wybuch. Zaczął uciekać, ile sił w nogach. Biegł wprost na pocztę – a za nim ci dwaj, którzy go tajnie eskortowali do biura. Musiał się bardzo bać, bo biegł tak szybko, że oni go nie dogonili. Wbiegł na pocztę. Dwaj – jak się później okazało żołnierze AK, nie mogli wejść do urzędu i stali przed nim – czekając na  mimowolnego „zamachowca”. Po jakimś czasie na pocztę wszedł ten oficer od paczki (jak się później okazało, żołnierz polski, oficer AK), który nakazał dostarczyć paczkę. Ojciec i jego koledzy opowiedzieli mu, co się wydarzyło. Niestety świadkiem tych „zwierzeń” był ich współpracownik o którym wiedzieli, że kolaboruje z  Niemcami. Oficer powiedział, żeby się o nic nie martwili, on to „załatwi”. Ojcu nakazał natychmiast wyjść do dwóch żołnierzy czekających na zewnątrz, którzy go ewakuowali z Warszawy. Nie wolno mu było kontaktować się z rodziną. I tak mój tata stał się bohaterem – zamachowcem. Następnego dnia znaleziono kapusia z poczty martwego w swoim mieszkaniu. 

   Byłem bardzo dumny z mojego ojca i po wojnie ciągle go prosiłem o opowiadanie tej historii.

   Stryj był prawdziwym komunistą – nie jakimś takim „farbowanym” – ale prawdziwym, wierzącym w idee komunistyczne. Mama mówiła, że zawsze miała z nim „urwanie głowy”. Znajdował się zawsze nie tam, gdzie powinien. Kiedyś do nieprzytomności został skatowany przez Niemców. Wylizał się z tego szybko i praktycznie bez szwanku. Był odważny – może nawet zbyt odważny, jak na te czasy. Nocami pracował w piekarni, dzięki temu my i nasi najbliżsi sąsiedzi zawsze mieli chleb.

   Pamiętam taką sytuację: podczas kolejnego nalotu, zbiegliśmy z mamą do piwnicy. Po drodze spotkaliśmy wuja, który właśnie wracał z nocnej zmiany w piekarni. Wyglądał na bardzo zmęczonego. Moja mama zdążyła tylko krzyknąć – „do piwnicy!”. Wujek machnął ręką i poszedł do mieszkania.

   Naloty odbywały się dość regularnie. Syreny alarmujące o zbliżających się samolotach nie zawsze oznaczały, że za chwilę obok nas spadnie jakaś bomba. Tym razem spadła. Trafiła w klatkę schodową. Po odwołaniu alarmu do domu mogliśmy wrócić wyłącznie drugą klatką schodową, bo pierwsza przestała istnieć. Nagle na wprost nas wyłoniła się ogromna postać – jakby zjawa. Był to mężczyzna pokryty pyłem i kurzem.  Twarz była niewyraźna. Po chwili, gdy zjawa wydobyła z siebie głos zorientowaliśmy się, że to stryj – cały i zdrowy, tylko przysypany pyłem i tynkiem.

   Wracając z nocnej zmiany poprzedzonej długim spotkaniem ze „swoimi komunistami” marzył wyłącznie o tym, by położyć się i zasnąć. Nie obchodziło go to, że nadlatują samoloty i zaraz będzie bombardowanie. Nie zawsze w końcu spadały w pobliżu. No i spadły. Na śpiącego zawalił się sufit naszego mieszkania. Wygrzebał się spod gruzu i poszedł szukać innego miejsca, gdzie mógłby „dospać”. To bombardowanie tylko go wkurzyło.

    Mam jeszcze jedno koszmarne dla mnie wspomnienie. Była zima. Niemcy wygonili lokatorów naszej kamienicy i kazali iść na ulicę Leszno na wprost Sądów. Miałem wtedy prawie pięć lat. Mama trzymała mnie za rękę i szliśmy w tłumie ludzi pędzonych w tamtą stronę. Wkrótce naszym oczom ukazał się wstrząsający widok. I to niestety zapamiętałem…

Więźniowie-Pawiaka-powieszeni-na-ul.-Leszno

źródło: niezlomni.com

   Na poręczy długiego balkonu  spalonej kamienicy przy ul. Leszno,  powieszono 27 Polaków.  Przeszliśmy obok miejsca egzekucji. Mama starała się zakryć mi oczy – nieskutecznie. Gdy już pozwolono – w milczeniu  wróciliśmy do domu.

   Przez wiele godzin ciała zakładników zwisały bezpośrednio za murem getta (dzielącego Leszno na stronę „aryjską” i „niearyjską”). Pędzono tam mieszkańców okolicznych ulic ku przestrodze i karze.

   Wkrótce opublikowano nazwiska ofiar w  „Nowym Kurierze Warszawskim”. W gronie ofiar znalazło się m.in. 12 żołnierzy AK, aresztowanych i przetrzymywanych na Pawiaku a także kilku wychowanków Zakładu dla Sierot im. ks. Siemca. Była to pierwsza od 1942 roku publiczna egzekucja więźniów Pawiaka -  odwetowej akcji po śmierci Kutschery. Gestapo i policja niemiecka obstawiały całe kompleksy domów, zatrzymując wszystkie podejrzane osoby. Tylko między 1 a 6 lutego aresztowano blisko 1800 Polaków.

Niedługo nadeszła wiosna a potem lato…

NA NASZYM KERCELAKU…

Jeśli opowieści z Chłodnej to nie może zabraknąć naszego Kercelaka.

   To targowisko powstało wkrótce po powstaniu styczniowym. Funkcjonowało od 1867 do 1944r – i było ono największym targowiskiem przedwojennej Warszawy. Jego nazwa pochodzi od nazwiska Józefa Kercelego, właściciela kilku placów w tym rejonie, które kupił od niego Urząd Miasta, by stworzyć tam miejsce handlu dla mieszkańców stolicy. Przeniesiono tu stragany z placu Grzybowskiego.

   Zajmował wielkość około półtora hektara i rozpoczynał się w rejonie ulic Chłodnej i Towarowej idąc ku Ogrodowej oraz Leszno (dzisiejszy odcinek Alei „Solidarności” od ulicy Wroniej do ulicy Młynarskiej oraz wschodnia część ulicy Okopowej).

33d6f65c3065d34aafe920e1a3a98e1e

źródło:wawalove.pl

   Tu mogłeś kupić wszystko. To miejsce żyło własnym życiem – tu rządziły inne prawa. Społeczność pracująca tu i odwiedzająca codziennie to miejsce stworzyła własną gwarę. Tu oprócz zwykłych sprzedawców i przyjezdnych mogłeś spotkać ciemną stronę bazaru – czyli cały margines społeczny – drobnych złodziejaszków, prostytutki (według wyliczeń funkcjonariuszy, działało około 25 000 prostytutek w Warszawie) oraz bandytów wymuszający haracze (gang Tasiemki czy Rojzy). Często dochodziło do rękoczynów:  w ruch szły pięści, kastety i noże. Nierzadko lała się krew.         I oczywiście nikt- nic nie widział…

   Ponieważ bazar znajdował się między budynkami mieszkalnymi to mieszkańcy Warszawy dojeżdżali tutaj tramwajami. Stragany zostały ustawione według branży, którą obejmowały. Cały plac wybrukowany był kamieniem polnym poprzecinanym cementowymi chodnikami, przy których stała niezliczona ilość drewnianych budek i straganów. Między tymi budkami  spotkać można było mieszkańców okolicznych wsi sprzedający płody rolne i w zamian kupujących ubrania.

76_1284628484

źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl

    Oprócz budek i straganów towar sprzedawano z walizek lub z ręki. Kupiłeś tu towar zwykły i koszerny. Ceny były przystępne. Można było posłuchać płyt z gramofonu, zagrać w różne gry typu:” ruletka” „bączek”, „trzy miasta”, „trzy karty”, „kostki” czy „para – nie para”. Tak czy siak – raczej straciłeś, niż zarobiłeś…

kercelego05

źródło:dintojra.blogspot.com

   Amatorów zwierząt zapraszano na Okopową – w tej części handlowano nie tylko gołębiami, papugami, psami i kotami – ale jak wieść niesie,  można było kupić tygrysa bengalskiego, jeśli oczywiście ktoś sobie ” winszował”.

150_1261932513

źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl

   We wrześniu 1939 r. w spłonęły niemal wszystkie stragany i budki. Za to już w połowie października 1939 r. postawiono 113 nowych stoisk.

   Pod okiem Niemców  handlowano poszukiwanymi towarami : naftą do lamp, olejem spożywczym, chlebem, lekarstwami, „rąbanką”, wódką, bronią a także fałszywymi dokumentami. Zresztą Niemcy chętnie sami zaopatrywali się tam w nielegalne – ale jakże potrzebne im rzeczy np. wszy, które gwarantowały im czasowe zwolnienie ze służby wojskowej.

    Przy kolejnych bombardowaniach w 1942r. – tym razem sowieckich znowu spłonął praktycznie cały bazar. W 1944 na kilka miesięcy przed wybuchem Powstania Warszawskiego – Niemcy zlikwidowali go całkowicie. Handlarze przenieśli się w rejon placu Żelaznej Bramy .

   Kercelak nigdy już nie odzyskał swojej świetności. Jego ostateczny upadek przypieczętowała budowa trasy W-Z.

   Być może współczesną funkcję tego naszego Kercelaka miał spełnić Jarmark Europa na dawnym Stadionie Dziesięciolecia. Ale to już nie było to samo. Tu nie było tego gwaru, nawoływania, hałasu – atmosfery starej Warszawy.

Chłopaki z Chłodnej – stracone dzieciństwo?

   Urodziliśmy się wszyscy na Mirowie parę lat przed wojną. Było nas około dwudziestu. Obecnie jest nas tylko trzech…

   Najstarsi zginęli w Powstaniu Warszawskim, nieco młodszych podobny los spotkał w ubeckich więzieniach. Najmłodszych los nieco oszczędził. Co prawda dwóch z nich zostało mocno okaleczonych. Wracali  po wojnie z rodzicami.  Większości z nich tylko z matkami, bo ojcowie poginęli lub nie potrafili się odnaleźć w obecnej rzeczywistości i powoli zapijali się na śmierć.

bk2

źródło:www.powstanie.pl

   Ci chłopcy musieli być zrobieni z dobrego przedwojennego materiału. Wytrzymywali cały ten bajzel, który ich otaczał. Teraz taki dzieciak miałby zaraz wokół siebie specjalistów, terapeutów, opiekę społeczną  albo w najgorszym wypadku trafił do Pogotowia Opiekuńczego lub Domu Dziecka. Fura ludzi byłaby zatrudniona do opieki nad nim i monitorowania jego postępów w adaptacji społecznej…. Wtedy – jak się któryś dostał na Gęsiówkę albo co gorsza na Rakowiecką jedyną terapię mogli mu zafundować  kumple z dzielnicy lub koleżanka z sąsiedniej kamienicy.

zofia_chometowska_robotnicy_porzadkujacy_gruzy_6009

źródło:archirama.muratorplus.pl

Tych chłopaków można podzielić na dwie grupy.

   Pierwszym – należy się szacunek. Mieli oni swoje zasady i przekonania, którym  byli zawsze wierni. Za  to ścigała ich władza. Siedzieli w więzieniach za te przekonania. Ci mieli najgorzej. Czekało ich długoletnie więzienie i kontakt z oprawcami, którzy na koniec życia fundowali im pochówek w worku po cemencie. Ich ostatnim miejscem spoczynku były Pola Mokotowskie lub Dolinka Służewiecka we wspólnych dołach, kopanych nocą.

   Ci co przeżyli to piekło, już jako dziadkowie opowiadali mi, że konspiracja i udział w Powstaniu Warszawskim to był najpiękniejszy okres w ich życiu. I nie chodziło o strach, ból i ewentualną  śmierć ale o poczucie godności i sprawiedliwości – o zasady którym byli wierni, w które wierzyli i dla których walczyli.

Powstanie_Warszawskie_Patrol_Agatona-599x275

źródło:wmeritum.pl

   Drudzy – to ci , których wojna doszczętnie zdemoralizowała. Pewnie nie warto o nich wspominać. Okradali, bili i tak już zmaltretowanych ludzi. W ich przypadku żadna forma resocjalizacji by im nie pomogła. Wyeliminowali się sami lub pomogli im w tym ludzie z Milicji Obywatelskiej.

Opowiem Wam później o tych chłopakach i ich losach, bo zasługują na to…

Chłodna 25

  

warszawa-chlodna-25

źródło: fotoadres.pl

   Róg ulicy Żelaznej i Chłodnej – stoi tu przedwojenna, modernistyczna pięciopiętrowa kamienica zbudowana w latach 1937/1938 – projektu Edwarda Hersteina.

   W czasie II wojny światowej naprzeciw niej znajdowała się drewniana kładka dla pieszych łącząca „małe” i „duże” getto.

Polen, Ghetto Warschau, Drahtzaun

źródło: http://mapa.targeo.pl

   Tu także znajdowała się komenda obwodowa policji granatowej i posterunek żandarmerii niemieckiej, tzw. Nordwache („strażnica północna”). Krótko przed wybuchem Powstania Warszawskiego Niemcy dobudowali do gmachu od strony ulicy Żelaznej bunkier z gniazdem karabinów maszynowych, a od strony ulicy Chłodnej zainstalowali na balkonach stanowiska strzeleckie. Wokół ustawili zasieki z drutu kolczastego.

12883

źródło:http://fotopolska.eu

   W tym budynku było także miejsce kaźni obywateli polskich i żydowskich.

Podczas powstania zadanie zdobycia twierdzy otrzymali żołnierze batalionu „Chrobry I” dowodzeni przez kpt. Gustawa Billewicza „Sosnę”. Akcja rozpoczęła się 3 sierpnia 1944 roku.  Powstańcy zdobywali piętro za piętrem.  Niemcy zaczęli uciekać ze swoich stanowisk na teren getta. Zostali jednak pojmani. Po zajęciu Nordwache powstańcy uwolnili kilkudziesięciu cywilów przetrzymywanych w piwnicach. Znaleźli też mundury, broń i amunicję. Po zdobyciu Pasty to druga taka brawurowa akcja powstańców.

   Budynek przetrwał II wojnę światową. A o zdobyciu Nordwache przez powstańców zaświadcza tablica pamiątkowa zawieszona na ścianie od strony ulicy Chłodnej. Miejsce oznaczone brązową kostką na chodniku to usytuowanie bunkra znajdującego się tu 70 lat temu.

nordwacha

 źródło: warszawa.wikia.com

   Obecnie mieści się tutaj klubokawiarnia Chłodna 25. Dobre miejsce spotkań i spędzenia fajnie czasu.

   I gdy siedzę tutaj nad dobrą kawą i ciastkiem,  myślę o tych ludziach siedzących w piwnicy tego budynku latem 1944 roku. Wystraszonych, rannych, obolałych, głodnych…. Mój Boże – oby nigdy więcej…….