sąsiedzi spod dwudziestki….

  W naszej kamienicy najważniejsze były kobiety.
   To one trzymały rodziny razem. Nic bez nich nie mogło funkcjonować. Wiedziały wszystko o wszystkich. Troszczyły się o najbliższych, organizowały życie w powojennych ruinach naszej ulicy.
   Mężczyźni byli słabsi. Większość z nich doświadczona w wojennej poniewierce – albo nigdy nie doszła do siebie, albo proces powrotu do normalności trwał zbyt długo, by utrzymać rodzinę razem.
   Nasze kobiety codziennie po południu zasiadały w bramie naszej kamienicy, obserwując ulicę i to co na niej się działo. Zasiadały na małych stołeczkach , które wynosiły ze swoich mieszkań. Te towarzyskie spotkania miały formę grupy wsparcia. Opowiadały sobie nawzajem własne i cudze historie, porównując je do czasów obecnych, użalając się nad losem własnym i opisywanych postaci. Siedząc tak czekały na popołudniowy powrót swoich dzieci ze szkoły a potem wieczorny mężczyzn. Mężczyźni wracali lub nie. Wielu z nich „popłynęło” inni zeszli na złą drogę i byli na utrzymaniu państwa a jeszcze inni zwyczajnie nie wrócili.
   Kobiety się wspierały. Zawsze można było pożyczyć od sąsiadki: sól, cukier czy niewielką kwotę – do oddania po pierwszym. Można było poprosić o przypilnowanie dziecka lub odbiór paczki z poczty. Nikomu w naszej kamienicy nie zbywało – ale potrzebujący zawsze mogli liczyć na sąsiedzką pomoc.
   Miałem wtedy 15 lat. Nad nami mieszkało pewne małżeństwo. Dzieci nie mieli. Towarzysko też raczej się nie udzielali. Jedno, co wiadomo było to, to że on był z UB i nie należało przy nim głośno wypowiadać swojego niezadowolenia. Kobieta była miła, milcząca ale zawsze odwzajemniała „dzień dobry” uśmiechem.
   Od pewnego czasu mężczyzna rzadko wracał do domu a kobieta była jakby bardziej smutna. Nasze kobiety natychmiast zauważyły zmianę. Zaczęły zastanawiać się, co też się wydarzyło… Za każdym razem, gdy któreś z małżonków przechodziło obok stołeczkowych spotkań – wrzało od domysłów. Sprawa jednak szybko się wyjaśniła.
   Pewnego późnego popołudnia na klatce schodowej usłyszeliśmy krzyki naszej sąsiadki. Wołała pomocy i ratunku. Okazało się, że niewierny małżonek potrzebował mieszkania dla siebie i swojej nowej kobiety. Przeszkadzała mu w tym obecna małżonka. Wymyślił, że umieści ją w szpitalu psychiatrycznym i tak pozbędzie się problemu.
   Nie udało się. Wezwani sanitariusze spętali kobietę w kaftan bezpieczeństwa. Nie spodziewali się jednak, że ona zacznie się bronić i wołać o pomoc. Widocznie nie tak ustalali z jej mężem. A pomoc przyszła szybko….
   Na ratunek ruszyły wszystkie kobiety, sąsiadki i ja z nimi. Każda chwyciła, co miała pod ręką. Moja mama akurat prasowała, więc dzierżyła w ręku ciężkie żeliwne żelazko. Wokół sanitariuszy i niewiernego męża zaroiło się od rozwścieczonych kobiet. Wiele niecenzuralnych słów wówczas padło. Szybko wyjaśniło się, co planował „pan sąsiad” i nasze panie nie wyraziły zgody na taki bieg wydarzeń. Uwolniły sąsiadkę z więzów kaftana i pogoniły sanitariuszy. Szybciej odjeżdżali, niż przyjechali. Ale sprawa z sąsiadem nie była jeszcze wyjaśniona do końca.
   Ubek, bo tak go nazywaliśmy między sobą najpierw wszystkim wymyślał a potem podniósł rękę na moja matkę. Wiele mi nie było trzeba. Sponiewierałem chłopa przy głośnej aprobacie wszystkich niewiast. W pewnym momencie postanowiły się przyłączyć do bójki. Młóciły rękami na oślep. Zrobiło mi się szkoda chłopa i pomogłem mu ewakuować się na strych. Musiał tam przesiedzieć kilka godzin, póki emocje nie opadły. Potem późną nocą wymknął się z kamienicy. Więcej go nie widzieliśmy.  Kobieta od tego momentu stała się bardziej otwarta i chętnie rozmawiała z sąsiadkami. Rozwiodła się. Po kilku miesiącach wyjechała do rodziców na wieś. Do mieszkania wprowadzili się nowi mieszkańcy.
   I tak ta nasza kamienica pod 20 przy Chłodnej była miejscem wielu podobnych sytuacji. Dopadały nas różne kryzysy, nieszczęścia, ale zawsze gdzieś tam obok za ścianą, na podwórku byli pomocni sąsiedzi.

KONIEC POWSTANIA

   7 sierpnia gen. Reinefarth kontynuował od świtu natarcie na Woli, „oczyszczając” rejon ulic: Chłodnej, Ogrodowej, placu Mirowskiego, Hal Mirowskich i placu Żelaznej Bramy. Masowo mordowano ludność cywilną.  Po bramach i podwórkach odbywały się egzekucje na: Chłodnej, Elektoralnej i w Halach Mirowskich.

   W dniach 7 i 8 sierpnia siły niemieckie umocniły się ostatecznie wzdłuż głównych arterii przelotowych Woli i ich przecznic.

   Wobec rosnącej przewagi wroga 12 sierpnia 1944 roku praktycznie cały obszar Woli znalazł się w rękach niemieckich. Rozpoczął się ostatni etap gehenny ludności cywilnej w której łącznie wymordowano około 50 tysięcy mieszkańców Woli.

   13 sierpnia jednostki AK uderzyły na Hale Mirowskie, zamierzając przebić się tamtędy do odciętej Starówki. Atak zakończył się jednak niepowodzeniem.

  Gubernator dystryktu warszawskiego  - Ludwig Fischer uciekł pod osłoną czołgu z pałacu Brühla poza Warszawę wraz ze swymi urzędnikami. Na placu Żelaznej Bramy i na ulicy Chłodnej Niemcy zostali ostrzelani przez oddziały powstańcze.

  15 sierpnia po opanowaniu Woli Niemcy zainstalowali w parku im. Sowińskiego najcięższy samobieżny moździerz „Karl”, który używali do ostrzeliwania Starego Miasta i Śródmieścia Warszawy.

images

źródło:http://blogbiszopa.pl

   Pociski przebijały kolejne stropy i zazwyczaj eksplodowały w części parterowej, powodując zburzenie całej kamienicy i zasypanie piwnic. Wiele pocisków wystrzeliwanych z Karla nie wybuchło. Być może dlatego, że były przeznaczone do niszczenia potężnych betonowych umocnień i mury miasta były zbyt wątłe, żeby uruchomić zapalnik pocisku . Drugim powodem mogły być akcje sabotażowe przymusowych robotników, którzy pracowali w niemieckich fabrykach zbrojeniowych. Może właśnie taki  pocisk trafił w naszą kamienicę pod 20-tką – i nie wybuchł. Ten, który moja mama z sąsiadkami wyniosły na kocu przed kamienicę

   Jeden z takich pocisków uderzył w dom, gdzie znajdowała się słynna restauracja „Adria”. Pocisk po przebiciu stropów i kilku pięter wpadł do podziemi. Nie eksplodował. Został rozbrojony przez powstańców, a jego ładunek wybuchowy później służył do produkcji powstańczych granatów. Inny pocisk trafił najwyższy wówczas budynek warszawski hotel Prudential.

images

źródło:pl.wikipedia.org

   Po upadku Woli powstańcy jeszcze stawiali opór wojskom niemieckim przez kilka tygodni.

   14-16 września oddziały niemieckie zdobyły Marymont. 27 września skapitulowali ostatni obrońcy Mokotowa a 30 września obrońcy Żoliborza. W Ożarowie Mazowieckim toczyły się pertraktacje, które zakończyły się w nocy z 2 na 3 października podpisaniem aktu kapitulacji powstania warszawskiego.

images

źródło:www.polskieradio.pl

    5 października do niewoli w zwartych oddziałach powstańczych wychodzili z Warszawy żołnierze. Około 3,5 tys. powstańców zdołało wmieszać się w opuszczający miasto tłum ludności cywilnej i uniknąć w ten sposób niewoli

images

źródło:to-ci-historia.blog.pl

Kapitulacja nastąpiła 2 października 1944 r. po 63 dniach walki.           

   Dla upamiętnienia faktu stłumienia Powstania Warszawskiego 1944 r. Niemcy ustanowili specjalną odznakę „Warschaer Schield” zaprojektowaną podobno przez samego Hitlera. Dostali ją funkcjonariusze Wehrmachtu i SS, biorącym udział w walkach z polskimi powstańcami, noszono na lewym rękawie munduru.

   Po wyjściu powstańców do niewoli i po usunięciu z miasta kilkuset tysięcy ludności cywilnej Warszawa była systematycznie niszczona przez Niemców.

     17 stycznia 1944 r. do wymarłego, zrównanego z ziemią miasta wkroczyły wojska sowieckie i towarzysząca im I Armia Wojska Polskiego.

images

źródło:studioopinii.pl

WYPĘDZENIE Z WARSZAWY – cz.2

  Na skutek podpaleń i wysadzeń dokonywanych przez oddziały niemieckie, uległo zagładzie ponad 80% zabudowy mieszkalnej Woli.

      Mimo, że dowódcy niemieccy ograniczyli rozkaz eksterminacji ludności Warszawy, nie wszystkie oddziały zaczęły przestrzegać nowych wytycznych.

   6 sierpnia Rzeź Woli była kontynuowana. Zamordowano tego dnia około 10000 Polaków – przede wszystkim mieszkańców ulic: Chłodnej, Leszno, Towarowej i Żelaznej. Ofiarami byli  m.in. personel i pacjenci szpitala przy ul. Leszno, księża i zakonnicy z klasztoru przy ul. Karolkowej. Rozstrzelano również kilkuset wziętych do niewoli powstańców oraz osoby uznane za powstańców (w tym wiele dzieci oraz młodocianych w wieku od 12 do 16 lat). Zbiorowym egzekucjom nadal towarzyszyły gwałty, grabieże i palenie domów.

   7 sierpnia Niemcy, opanowali arterię komunikacyjną: Wolska – Chłodna – Elektoralna. Rodzina mojej żony mieszkała wówczas przy ulicy Wolskiej. Podczas wybuchu powstania moja przyszła żona miała zaledwie 3 lata. Mieszkali w jednym mieszkaniu w 5 osób z rodzicami i wujostwem. 

    Tego dnia wygoniono wszystkich mężczyzn na podwórze kamienicy i ustawiono do egzekucji w kilku rzędach. Kobiety i dzieci ustawiono w kolumnę i popędzono w kierunku Woli. Za ich plecami zaczęto masakrę. Egzekucja była przeprowadzona dość chaotycznie i w pośpiechu. Ojciec i wuj stali w kolejnym rzędzie, więc upadające martwe ciała z pierwszych rzędów, przykrywając ich ocaliły im życie. Leżeli cicho, nie ruszając się. Wuj został postrzelony w nogi, ojcu nic się nie stało. Po ustaniu strzelaniny jeden z oficerów podchodził do leżących i trącał ich nogą. Jeśli się nie ruszali – odchodził. Jeśli wydawali jakiekolwiek oznaki życia – dobijał strzałem w głowę.

  920bf527-d84c-426b-9b90-e7c30a863923.file

   źródło: konflikty.wp.pl

   Wśród mordów, gwałtów i grabieży pognano mieszkańców płonącymi ulicami do kościoła św. Wojciecha, przystanku przed obozem w Pruszkowie. W tej grupie osób była moja przyszła żona. Z tego marszu pamięta, że wokoło niej tańczyły iskierki. Te iskierki to zapewne fragmenty płonących budynków, gnane wiatrem po ulicach. Matka z ciotką niosły ją na zmianę na rękach. Tempo marszu było zbyt szybkie, żeby małe nóżki  nadążyły za korowodem.

   Gdy oprawcy już odeszli ojciec z wujem, wyczołgali się spod trupów i wpełzli do piwnicy najbliższej kamienicy. Siedzieli tam w kilku mężczyzn, wyczekując dobrego momentu na ucieczkę. Trwało to dwa dni i dwie noce. Teść później opowiadał, że najbardziej bali się gdy jeden z ocalałych współtowarzyszy kaszlał. Może był przeziębiony a może miał gruźlicę. Takie dźwięki dochodzące z piwnicy, mogły narazić wszystkich na odkrycie ich kryjówki przez Niemców. Pozostali ukrywający się mężczyźni częstowali go ciągle papierosami, bo gdy ten pali, to nie kaszlał.

   Kobiety w tym czasie szły w korowodzie, pędzone w kierunku kościoła św.Wojciecha. Co wtedy myślały i jak bardzo się bały – trudno sobie wyobrażać. Miały jedynie świadomość, że ich mężowie, bracia, synowie właśnie zostali wyprowadzeni do egzekucji. Za ich plecami słychać było tylko strzały. Z niektórymi mężczyznami na podwórza do egzekucji stawiły się też kobiety: matki, żony, siostry, córki… Zapewne robiły to dobrowolnie, nie chcąc rozstawać się z najbliższymi, nie licząc już na jakikolwiek ratunek.

920bf527-d84c-426b-9b90-e7c30a863923.file

źródło:wiadomosci.wp.pl

   Wokół kościoła nocą słychać było krzyki i strzały. Kościół św. Wojciecha został ustanowiony przejściowym obozem dla ludności cywilnej. Stanowił punkt zborny dla wypędzanych mieszkańców północnych dzielnic Warszawy. Przebywali w fatalnych warunkach sanitarnych i czekali, czekali tam na wywiezienie do obozu w Pruszkowie. W czasie powstania warszawskiego przez kościół św. Wojciecha przeszło około 90000 mieszkańców Warszawy. W jego okolicach esesmani zamordowali ponad 400 osób. Po nocy wśród krzyków, rozpaczy i płaczu, spędzonej w kościele pochód ocalałych z rzezi, ruszył w stronę Pruszkowa. Wśród nich moja żona, teściowa i ciotka.

920bf527-d84c-426b-9b90-e7c30a863923.file

źródło:http://niepoprawni.pl/blog

   Marsz był długi i monotonny. Teściowa znała dobrze język niemiecki i próbowała dogadać się ze strażnikiem. Udając, że musi coś zrobić przy dziecku spowalniały swój marsz i w rezultacie odłączyły się od pochodu  w okolicach Gołąbek pod Warszawą. Stamtąd już niedaleko było do domu wuja mojej teściowej. Zatrzymały się u niego. Mimo wszelkich przesłanek, że obaj mężowie nie żyją nadal wierzyły, że się odnajdą. Czekały.

   Nie mogły zostać długo w Gołąbkach. Doszły do wniosku, że skoro ojciec się nie odezwał, to może wuj będzie ich szukać u swojej rodziny. Udały się w stronę Łowicza do wsi Kiernozia, gdzie mieszkała rodzina męża ciotki. Czekały.

   W tym czasie ojciec z wujem zostali złapani pod Warszawą i dołączyli do maszerujących w stronę Pruszkowa. Rozdzielili się jednak w pochodzie i ojciec udając chorobę, odłączył się w okolicach Gołąbek. Tam od rodziny dowiedział się, gdzie jest żona i córka. Gdy dotarł do nich, był tam już wuj z którym się rozstał w pochodzie w stronę Pruszkowa. Doczekali tam wspólnie do końca wojny.

   Do Warszawy wrócili w marcu 1945 roku. Nie zamieszkali na Woli. Nie mieli do czego wracać. Ich kamienica nie istniała. Wprowadzili się do stryjenki ojca na Pradze. Gdy teść dostał pracę w elektrowni na Powiślu przenieśli się do wspólnego mieszkania z innymi rodzinami na Powiślu pod adresem Aleja 3 maja.

WYPĘDZENIE Z WARSZAWY – cz.1

   Na Chłodnej mieszkaliśmy do momentu założenia getta. Już we wrześniu 1940 roku krążyły pogłoski, że trzeba będzie się wyprowadzić. Zamieszkaliśmy na Wroniej. Trudno powiedzieć jak się tam mieszkało. Po prostu mieszkało tak „na przeczekanie”.

   W sierpniu 1944 roku (powstanie jeszcze trwało) dołączyliśmy do pochodu mieszkańców pędzonych Chłodną w stronę Woli. Niemcy pędzili wszystkich w kierunku Pruszkowa.

  220px-Bundesarchiv_Bild_146-2005-0044,_Warschauer_Aufstand,_Kapitulation

źródło: http://pl.wikipedia.org - Kolumna wysiedleńców

   Ludzie szli w milczeniu, niosąc swój dobytek – ile dało się wziąć. Każdy coś niósł lub ciągnął za sobą w prowizorycznych wózkach. Bagaż po drodze okazywał się za ciężki i wzdłuż szlaku można było zobaczyć porzucone pakunki. Po drodze dołączali do nas mieszkańcy innych dzielnic i podwarszawskich miejscowości. Inni jechali do obozu pociągiem.

220px-Bundesarchiv_Bild_101I-695-0423-30,_Warschauer_Aufstand,_Zivilisten_auf_Bahnhof

źródło: http://pl.wikipedia.org -Deportacja mieszkańców Warszawy z Dworca Zachodniego do obozu w Pruszkowie

   Później się dowiedziałem, że między sierpniem a październikiem zostało wypędzonych blisko 550 tys. warszawiaków i około 100 tys. mieszkańców miejscowości podwarszawskich. Większość wypędzonych została skierowana do podwarszawskich obozów przejściowych – przede wszystkim Pruszkowa. Stamtąd blisko 150 tys. osób wywieziono na roboty do Rzeszy lub do niemieckich obozów koncentracyjnych. My tak jak część pozostałych przesiedleńców zostaliśmy skierowani dalej – w stronę Łowicza.

   Mamie udało się opuścić korowód idących tuż pod Łowiczem. Stamtąd dotarliśmy do rodziny ojca w miejscowości Wiskienica. Zamieszkaliśmy tam. Czekaliśmy z nadzieją, że może tata żyje i tutaj nas znajdzie – w końcu to byli jedyni ocalali z naszej rodziny,  no i gdzie indziej miałby nas szukać? Czas się dłużył a wieści o zaginionych i zabitych powoli odbierały nadzieję. Ojciec nas odnalazł zaraz po wyzwoleniu.

   Wkrótce okazało się, że zawieruchę wojenną przeżył także mój drugi wuj Bolesław, choć trudno było w to uwierzyć. Wuj także był bohaterem. W czasie okupacji roznosił bibułę i dostarczał broń do getta. Ukrywał się od wiosny 1943 roku póki 18 maja nie został aresztowany. Przewieziono go wówczas na Pawiak i przesłuchiwano pod zarzutem działalności w PPR. 5 lipca 1943 roku wywieziono go do Oświęcimia a od czerwca 1944 roku do Buchenwaldu. Tam doczekał końca wojny.

   Wujek z rodziną zamieszkał  przy ulicy Kopernika 25. Wprowadziliśmy się do jego mieszkania. Rodzice nie wyobrażali sobie, żeby nie mieszkać na Woli, żeby nie mieszkać na Chłodnej.

   Warunki w mieszkaniu wuja były bardzo skromne. Zajmowaliśmy jeden pokój z kilkoma rodzinami. Miejsce to wszyscy traktowali, jako przejściowe -  wszyscy chcieli powrócić do swoich starych mieszkań. Ta część stolicy była stosunkowo mało zniszczona, toteż ruch w tej okolicy był dość spory. Tata zaraz po przyjeździe do Warszawy rozpoczął organizowanie mieszkania dla nas w naszej starej kamienicy na Chłodnej 20.

 im86t2

źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl

   „Dogadał” się z jakimś murarzem i od rana do nocy przygotowywali mieszkanie do wprowadzenia. Nasze poprzednie mieszkanie nie istniało dlatego zajęliśmy lokal od strony podwórka – po nieżyjących najemcach.

   Ostateczna przeprowadzka nastąpiła dopiero wiosną 1947 roku. Mimo tego, że od zakończenia wojny upłynęły już dwa lata mieszkanie w Warszawie nadal było bardzo niebezpieczne. Co jakiś czas słychać było w okolicy odgłosy eksplozji. Ludzie sami próbowali pozbyć się niewybuchów, bo saperów wówczas było jak na lekarstwo. Na ścianach domów jeszcze długo widniały napisy „МИН НЕТ!”, choć to nie zawsze oddawało rzeczywistość.

Ja zacząłem chodzić do szkoły….

POWSTANIE WARSZAWSKIE CZ.2 – RZEŹ WOLI.

Powstanie było już faktem.

   Na Woli już od 2 sierpnia powstańcze oddziały były uwikłane w zaciekłe walki obronne przeciwko niemieckim jednostkom pancernym, które próbowały wywalczyć sobie przejście wzdłuż trasy Wolska–Chłodna–ElektoralnaSenatorskaMost Kierbedzia.

Warschauer Aufstand, Einmarsch von Waffen-SS

źródło:http://wiadomosci.wp.pl Esesmani z brygady Dirlewangera maszerujący przez Wolę – najprawdopodobniej początek ul. Chłodnej.

  

   2–3 sierpnia w Śródmieściu zdobyto gmach Poczty Głównej oraz silnie broniony posterunek niemieckiej policji przy ul. Chłodnej (Nordwache) przez batalion „Chrobry ”.

indeks

źródło:www.sppw1944.org

   4 sierpnia Niemcy wprowadzili po raz pierwszy do akcji przeciw powstaniu lotnictwo nurkujące, które dotkliwie zbombardowało sąsiednie ulice – Wolską, Górczewską i Młynarską.

jpg

źródło:http://www.muzhp.pl

  

   5 sierpnia dokonano pod dowództwem Reinefartha, masowej rzezi ludności Woli. Dzień ten przeszedł do historii, jako „czarna sobota”.

rzez_woli_1944

źródło:warszawska-wola.strefa.pl

   Od godziny 7.00 rano oddziały niemieckie szturmowały polskie barykady na ulicach Wolskiej i Górczewskiej. Szereg domów podpalono, a uciekających w panice wybijano ogniem z broni maszynowej. Początkowo mordowano w sposób chaotyczny. Strzelali do wszystkich i wszędzie: w domach, na ulicy w szpitalach, na podwórzach bądź w piwnicach kamienic stłaczano ich, po czym mordowano za pomocą granatów.  Nie oszczędzano nikogo: małe dzieci z matkami wrzucano do płonących budynków, przy ul. Wolskiej 149 – w sierocińcu wymordowano kilkadziesiąt dzieci, rozbijając im główki kolbami karabinowymi. Cywilów, których nie zamordowano od razu, pędzono w charakterze „żywych tarcz” na powstańcze barykady.

   Później w drugiej połowie dnia rzeź przybrała bardziej zorganizowany charakter. Ludzi pędzono do kilku miejsc egzekucji przy ulicach Wolskiej i Górczewskiej a następnie systematycznie mordowano – zazwyczaj strzałem w tył głowy lub przy użyciu broni maszynowej. Niekiedy zwały martwych ciał sięgały ok. 25-35 metrów długości, 15-20 metrów szerokości i 2 metrów wysokości.

   Wieczorem 5 sierpnia za wiedzą i zgodą nazistowskich przywódców postanowiono złagodzić  eksterminację mieszkańców. Zakazano mordowania kobiet i dzieci, utrzymując jednak rozkaz likwidacji wszystkich polskich mężczyzn oraz ujętych powstańców. W rzeczywistości decyzja  ta nie wynikała z pobudek humanitarnych, lecz z kalkulacji: zbiorowe mordy wzmagały tylko wolę oporu Polaków, a zajęci mordowaniem, gwałtami i grabieżą żołnierze niemieccy nie byli w stanie prowadzić działań ofensywnych przeciw powstańcom.

   Ulice Woli zasłane były tysiącami ciał. W obawie przed wybuchem epidemii  z około stu mężczyzn, utworzono tzw. Verbrennungskommando. Jego zdaniem było zbieranie i palenie zwłok. Po zakończeniu pracy niewielu oszczędzono. Praktycznie ocaleli tylko ci, którzy się wykupili łapówką.

   200px-Bundesarchiv_Bild_101I-695-0423-12,_Warschauer_Aufstand,_flüchtende_Zivilisten

źródło:http://pl.wikipedia.org

  

   Na mocy rozkazu von dem Bacha polskie kobiety i dzieci miały zostać skierowane do obozu przejściowego, na terenie nieczynnych Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w podwarszawskim Pruszkowie. Pierwszy transport wypędzonych warszawiaków dotarł do obozu 7 sierpnia.

Byłem wśród nich…

POWSTANIE WARSZAWSKIE – cz.1. ORGANIZACJA

   W momencie wybuchu powstania warszawskiego główny ciężar walki z Niemcami wzięły na siebie oddziały Armii Krajowej. Stan liczebny jednostek AK w Warszawie wynosił około 50 tys. zaprzysiężonych żołnierzy (mężczyzn i kobiet). Po wybuchu powstania do walki włączyły się również inne organizacje podziemne: Narodowych Sił Zbrojnych (około 3500 żołnierzy), komunistycznej Armii Ludowej (około 800 żołnierzy), Korpusu Bezpieczeństwa (około700 żołnierzy) oraz Polskiej Armii Ludowej (500 żołnierzy).

ak1

źródło:www.sppw1944.org

   Po pierwszych dniach powstania liczba walczących żołnierzy znacząco spadła do około 28 tys. i tylko część z nich posiadała broń. Najsłabszą stroną powstańców było uzbrojenie, bo chęci i odwagi było wystarczająco.  Pomocne w uzbrojeniu powstańców były zrzuty spadochronowe aliantów i zdobycze w walce. Do powstania przyłączyła się także większość spośród 348 Żydów uwięzionych w Gęsiówce”, którzy zostali uwolnieni przez żołnierzy AK w pierwszych dniach sierpnia.

300px-Gesiowka

źródło:www.sppw1944.org

   Ponadto w powstaniu udział wzięło również wielu Żydów ukrywających się dotąd na terenie miasta, którym udało się przeżyć powstanie w getcie warszawskim.

   Władze cywilne działały za pośrednictwem komitetów domowych i blokowych (każdy dom stanowił osobną jednostkę administracyjną). Ich zadaniem była organizacja obrony przeciwlotniczej i przeciwpożarowej, zapewnienie obywatelom bezpieczeństwa, opieka społeczna, organizacja komunalnych kuchni, kopanie studni, uprzątanie ruin, grzebanie poległych oraz prowadzenie działalności informacyjno-propagandowej.

   Z inicjatywy harcerzy z Szarych Szeregów uruchomiono w mieście Harcerską Pocztę Polową, uznaną oficjalnie przez rejonową delegaturę w Śródmieściu. Do końca sierpnia 1944 wysłano za jej pośrednictwem 116 317 listów. Od 2 września Harcerska Poczta Polowa wydawała nawet własne znaczki pocztowe.

27e

źródło:www.sppw1944.org

A LATO BYŁO UPALNE….

   Gdy nadszedł rok 1944 wiadomo już było, że powstanie wybuchnie. Jeszcze jesienią 1943 roku stało się jasne, że Polska nie zostanie wyzwolona spod okupacji niemieckiej przez wojska aliantów zachodnich, lecz przez Armię Czerwoną. Militarnie powstanie było wymierzone przeciwko Niemcom, ale politycznie przeciwko ZSRR.

Armia-Krajowa1

źródło:www.fidesetratio.pl

   Dowództwo AK planowało samodzielnie wyzwolić stolicę jeszcze przed wkroczeniem Armii Czerwonej i w ten sposób zahamować prowadzony przez Stalina proces sowietyzacji. Na wieść o wybuchu powstania w Warszawie, Armia Czerwona wstrzymała ofensywę w kierunku miasta i odmawiała udzielenia pomocy powstańcom. W rezultacie słabo uzbrojone oddziały powstańcze przez 63 dni prowadziły samotną walkę z Niemcami.

Armia Czerwona1bcd46fe-a856-4643-957f-3fd3bbe6e621.file

źródło:www.radiownet.pl  – żołnierze Armii Czerwonej

      Wśród Niemców pod koniec lipca 1944 roku szerzyła się panika. Z miasta masowo uciekali cywilni Niemcy; ewakuowano zakłady przemysłowe, urzędy i więzienia; przestała się ukazywać prasa gadzinowa. Ulicami stolicy wycofywały się na zachód resztki niemieckich oddziałów rozbitych na Białorusi. AK doszło do przekonania, że powstanie łatwo mogłoby doprowadzić do wyparcia okupantów z Warszawy.

   27 lipca w Warszawie ogłoszono przez „szczekaczki” zarządzenie gubernatora dystryktu warszawskiego. Nakazywał, żeby następnego dnia 100 tysięcy polskich mężczyzn i kobiet od 17 do 65 roku życia stawiło się do pracy przy budowie umocnień nad Wisłą. Chodziło oczywiście o budowanie umocnień przed zbliżającą się Armią Czerwoną.

z15271771Q

źródło:warszawa.gazeta.pl

   Zarządzenie to zostało całkowicie zbojkotowane przez Warszawiaków, represji okupanta jednak nie było. Zza Wisły od strony Pragi, coraz głośniej słychać było kanonady artyleryjskie. Napięcie rosło – tym bardziej, że różne ugrupowania polityczne nawoływały do zrywu powstańczego. Postanowiono, iż rozpocznie się ono 1 sierpnia o godz. 17:00.

MOJA WOJNA…

   Do upadku Powstania Warszawskiego mieszkaliśmy na Wroniej. Mama,  ja i mój stryjek. Przed wybuchem Powstania taty już z nami nie było. Nie wiedzieliśmy, gdzie się podział i czy żyje. Nie tylko my byliśmy w takiej sytuacji. Wiele rodzin z naszej kamienicy było w podobnej .

    Przy kolejnych nalotach wszyscy mieszkańcy schodzili do schronów lub piwnic. My schodziliśmy do piwnicy w naszej kamienicy. Tam było duszno i tłoczno. Jedni stali, inni siedzieli, gdzie się dało. Większość się modliła. Czekaliśmy. W piwnicy znajdowało się małe okienko. Co jakiś czas, któraś matka sadzała tam choć na chwilę swoje dziecko, żeby pooddychało świeżym powietrzem. Kiedy  skończyła się moja kolej  na „świeży oddech” posadzono na parapecie okna dziewczynkę. Była młodsza ode mnie.

Chyba byłem dzieckiem szczęścia.

   W tym momencie, gdy małą posadzili w oknie – na ulicy wybuchł szrapnel. Odłamki pocisku zmasakrowały dziewczynkę. Nie wiem czy przeżyła. I dziękuję, że nie pamiętam tego wydarzenia. Znam je tylko z opowieści mojej mamy.

   Tata pracował na Poczcie Głównej przy Świętokrzyskiej. Był listonoszem. Nigdy nie należał do bardzo odważnych jak mówił o sobie, był „cykorantem”. Pewnego dnia został wezwany przez oficera niemieckiego.  Esesman nakazał mu zanieść konkretną paczkę do jakiegoś biura, w którym urzędowali Niemcy. Kazał mu  wziąć pokwitowanie za doręczenie i szybko się oddalić. To było podejrzane, ale nie mógł odmówić. Całą drogę pod wskazany adres szło za nim dwóch młodych chłopaków. Tata dostarczył paczkę i bardzo starał się nie okazywać zdenerwowania. Urzędnik, który odebrał przesyłkę kazał ją tacie natychmiast otworzyć. Ojciec poprosił o podpisanie kwitu doręczenia i korzystając z chwilowego zamieszania wymknął się z biura, nie otwierając pakunku. Zaraz potem usłyszał wybuch. Zaczął uciekać, ile sił w nogach. Biegł wprost na pocztę – a za nim ci dwaj, którzy go tajnie eskortowali do biura. Musiał się bardzo bać, bo biegł tak szybko, że oni go nie dogonili. Wbiegł na pocztę. Dwaj – jak się później okazało żołnierze AK, nie mogli wejść do urzędu i stali przed nim – czekając na  mimowolnego „zamachowca”. Po jakimś czasie na pocztę wszedł ten oficer od paczki (jak się później okazało, żołnierz polski, oficer AK), który nakazał dostarczyć paczkę. Ojciec i jego koledzy opowiedzieli mu, co się wydarzyło. Niestety świadkiem tych „zwierzeń” był ich współpracownik o którym wiedzieli, że kolaboruje z  Niemcami. Oficer powiedział, żeby się o nic nie martwili, on to „załatwi”. Ojcu nakazał natychmiast wyjść do dwóch żołnierzy czekających na zewnątrz, którzy go ewakuowali z Warszawy. Nie wolno mu było kontaktować się z rodziną. I tak mój tata stał się bohaterem – zamachowcem. Następnego dnia znaleziono kapusia z poczty martwego w swoim mieszkaniu. 

   Byłem bardzo dumny z mojego ojca i po wojnie ciągle go prosiłem o opowiadanie tej historii.

   Stryj był prawdziwym komunistą – nie jakimś takim „farbowanym” – ale prawdziwym, wierzącym w idee komunistyczne. Mama mówiła, że zawsze miała z nim „urwanie głowy”. Znajdował się zawsze nie tam, gdzie powinien. Kiedyś do nieprzytomności został skatowany przez Niemców. Wylizał się z tego szybko i praktycznie bez szwanku. Był odważny – może nawet zbyt odważny, jak na te czasy. Nocami pracował w piekarni, dzięki temu my i nasi najbliżsi sąsiedzi zawsze mieli chleb.

   Pamiętam taką sytuację: podczas kolejnego nalotu, zbiegliśmy z mamą do piwnicy. Po drodze spotkaliśmy wuja, który właśnie wracał z nocnej zmiany w piekarni. Wyglądał na bardzo zmęczonego. Moja mama zdążyła tylko krzyknąć – „do piwnicy!”. Wujek machnął ręką i poszedł do mieszkania.

   Naloty odbywały się dość regularnie. Syreny alarmujące o zbliżających się samolotach nie zawsze oznaczały, że za chwilę obok nas spadnie jakaś bomba. Tym razem spadła. Trafiła w klatkę schodową. Po odwołaniu alarmu do domu mogliśmy wrócić wyłącznie drugą klatką schodową, bo pierwsza przestała istnieć. Nagle na wprost nas wyłoniła się ogromna postać – jakby zjawa. Był to mężczyzna pokryty pyłem i kurzem.  Twarz była niewyraźna. Po chwili, gdy zjawa wydobyła z siebie głos zorientowaliśmy się, że to stryj – cały i zdrowy, tylko przysypany pyłem i tynkiem.

   Wracając z nocnej zmiany poprzedzonej długim spotkaniem ze „swoimi komunistami” marzył wyłącznie o tym, by położyć się i zasnąć. Nie obchodziło go to, że nadlatują samoloty i zaraz będzie bombardowanie. Nie zawsze w końcu spadały w pobliżu. No i spadły. Na śpiącego zawalił się sufit naszego mieszkania. Wygrzebał się spod gruzu i poszedł szukać innego miejsca, gdzie mógłby „dospać”. To bombardowanie tylko go wkurzyło.

    Mam jeszcze jedno koszmarne dla mnie wspomnienie. Była zima. Niemcy wygonili lokatorów naszej kamienicy i kazali iść na ulicę Leszno na wprost Sądów. Miałem wtedy prawie pięć lat. Mama trzymała mnie za rękę i szliśmy w tłumie ludzi pędzonych w tamtą stronę. Wkrótce naszym oczom ukazał się wstrząsający widok. I to niestety zapamiętałem…

Więźniowie-Pawiaka-powieszeni-na-ul.-Leszno

źródło: niezlomni.com

   Na poręczy długiego balkonu  spalonej kamienicy przy ul. Leszno,  powieszono 27 Polaków.  Przeszliśmy obok miejsca egzekucji. Mama starała się zakryć mi oczy – nieskutecznie. Gdy już pozwolono – w milczeniu  wróciliśmy do domu.

   Przez wiele godzin ciała zakładników zwisały bezpośrednio za murem getta (dzielącego Leszno na stronę „aryjską” i „niearyjską”). Pędzono tam mieszkańców okolicznych ulic ku przestrodze i karze.

   Wkrótce opublikowano nazwiska ofiar w  „Nowym Kurierze Warszawskim”. W gronie ofiar znalazło się m.in. 12 żołnierzy AK, aresztowanych i przetrzymywanych na Pawiaku a także kilku wychowanków Zakładu dla Sierot im. ks. Siemca. Była to pierwsza od 1942 roku publiczna egzekucja więźniów Pawiaka -  odwetowej akcji po śmierci Kutschery. Gestapo i policja niemiecka obstawiały całe kompleksy domów, zatrzymując wszystkie podejrzane osoby. Tylko między 1 a 6 lutego aresztowano blisko 1800 Polaków.

Niedługo nadeszła wiosna a potem lato…

ZA MUREM….

   Chłodna stała się główną osią dzielącą małe getto od dużego.

   Formalnie zgodnie z podpisem gubernatora warszawskiego getto zostało utworzone przez niemieckie władze okupacyjne dopiero 2 października 1940 roku. Wówczas określono ulice graniczne dla planowanego getta.

   warszawa_zajrzyj_za_mur_getta

źródło:franciszkanska.blogspot.com – budowanie muru wokół getta.   Pierwsze mury wokół „dzielnicy żydowskiej” w Warszawie zaczęto wznosić już 1 kwietnia 1940 roku.  

   Getto zostało zamknięte 16 listopada 1940 roku. Wówczas pojawiły się na mieście tablice informujące o zakazach wkraczania na tereny zamieszkiwane przez ludność żydowską z powodu zagrożenia infekcją tyfusu plamistego. Granice getta podlegały później korektom. W listopadzie 1940 roku na jego granicach funkcjonowały 22 bramy. W kwietniu 1941roku ich liczba wynosiła już tylko 14.

eeadb86d8a2028f9c9e5e4c16b283cf2

źródło:wawalove.pl

   Dzielnica żydowska podzieliła się na tzw. duże getto (część północna) i małe getto (część południowa). Jedynym ich połączeniem stał się na skrzyżowaniu Żelaznej z Chłodną wąski przesmyk. W styczniu 1942 roku oba getta połączył drewniany wiadukt nad ulicą Chłodną. Była to wysoka na dwa piętra konstrukcja. Do kładki prowadziły pięćdziesięciostopniowe schody. Żydzi nazwali to przejście „Mostem Westchnień”.

 Przy Żelaznej znajdowały się  otwierane przemiennie, bramy.

chlodna_23_01

źródło:www.warszawa1939.pl

   Warunki życia w getcie były koszmarne. Według statystyk maksymalna ilość przebywających tam ludzi wynosiła ok. 460 tys (1941 rok), na jedną izbę w mieszkaniach getta warszawskiego przypadało średnio około 13 osób  przydział żywności na osobę wynosił około 180 kalorii dziennie. Od jesieni 1940 roku do lipca 1942 roku z głodu i chorób w getcie zmarło około 92 tys. ludzi. Groźby kary śmierci dla Żydów opuszczających getto oraz dla Polaków udzielających im pomocy nie były skuteczne.

images

źródło:jimbaotoday.blogspot.com

   Z tramwajów przejeżdżających tranzytem wzdłuż Chłodnej w stronę getta często „leciały” paczki żywnościowe z podstawowymi produktami. Ryzykowali jedni i drudzy. Nie wszyscy jednak wykazywali się ludzkimi cechami – po jednej i po drugiej stronie. Zarówno Polacy jak i Żydzi skwapliwie stosowali się do zaleceń okupantów.

getto-eleganci2

źródło:ciekawostkihistoryczne.pl

   W getcie panowały duże dysproporcje. Najbogatsi (tzw. arystokracja) mieszkali na Chłodnej i Elektoralnej – od frontu, średnio zamożni na Siennej a biedota wszędzie gdzie się dało – na przykład na ulicy czy w piwnicach.

getto_warszawa_arch_pap

źródło:wiadomosci.wp.pl

 Kładka została rozebrana w sierpniu 1942 roku w czasie wielkiej akcji deportacyjnej do Treblinki po włączeniu terenu małego getta do aryjskiej części miasta. Pod pretekstem poszerzenia ulicy w 1942 roku Niemcy rozebrali również pawilony Rogatek Wolskich.

źródło:YOUTUBE

   Getto kurczyło się. Stłoczeni w getcie Żydzi żyli w nieludzkich warunkach – padali ofiarami egzekucji lub umierali z wycieńczenia, głodu i chorób.

ad9f6aeffbc20db9f1bb452b79917d49,750,470,0,0

źródło:natemat.pl

   22 lipca 1942 roku rozpoczęła się tzw. wielka akcja likwidacyjna. Była ona częścią operacji o kryptonimie „Reinhardt”, która zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy, zakładała fizyczną likwidację Żydów. Akcję „wysiedleńczą” przeprowadzały jednostki SS oraz pomocnicze złożone z Litwinów, Ukraińców i Łotyszy. Ważną rolę w akcji wysiedlania, odegrała Żydowska Służba Porządkowa znienawidzona w getcie. Ostatecznie żydowscy policjanci podzielili los pozostałych mieszkańców getta.

images

źródło:forum.echodnia.eu – policjanci żydowscy w akcji, którzy zapewne złapali groźnego przestępcę.

   W czasie akcji wysiedleńczej w  getcie około 254 tys. Żydów wywieziono do obozu zagłady w Treblince, ponad 11 tys. do bliżej nieokreślonych obozów pracy, a ponad 10 tys. zmarło lub zostało zastrzelonych. Podczas trwania deportacji około 8 tys. Żydów uciekło na tzw. aryjską stronę. W getcie legalnie pozostało 35 tys. osób, a około 25 tys. żyło w ukryciu.

   Wreszcie bojownicy z ŻOB i ŻZW stawili zbrojny opór gdy 19 kwietnia 1943 roku Niemcy przystąpili do ostatecznej likwidacji getta. Przez blisko miesiąc Niemcy systematycznie palili i niszczyli dom po domu zmuszając ludność cywilną do opuszczania bunkrów i schronów.

images

źródło:www.nautilus.org.pl

   Powstańcy w małych, rozproszonych grupach walczyli do 16 maja 1943 roku – do wysadzenia  w powietrze Wielkiej Synagogi na Tłomackiem.   23 kwietnia 1943 roku wydano rozkaz przeszukania i spalenie wszystkich bloków mieszkalnych.

   Według danych niemieckich w wykrytych i zlikwidowanych bunkrach znajdowało się ponad 56 tys. Żydów. Około 6 tys. zginęło na miejscu w walce. 7 tys. Żydów naziści zamordowali na terenie getta, tyle samo wysłano do Treblinki. Pozostała grupa około 36 tys. została wysłana do innych obozów, przede wszystkim do Auschwitz i Majdanka.

Dzielnica żydowska przestała istnieć.

PRZED MUREM…..

   Urodziłem się wiosną 1939 roku. W tym roku skończyłem 75 lat.

   Oczywiście, że nie pamiętam początku wojny, miałem zaledwie pół roku. Mieszkaliśmy wówczas na Wroniej – kilkadziesiąt metrów od Chłodnej. Zwyczajnie – tu mieszkało się taniej. Początek wojny znam z opowieści rodziców i sąsiadów. Oni widzieli to w inny sposób, niż możemy przeczytać w podręcznikach historii i opisach świadków zdarzeń. Chcieli przetrwać i chronić najbliższych. Bali się

   Mieszkańcy byli przygotowani przez radio i prasę na zbliżający się atak. Jeszcze przed wkroczeniem wojsk na Chłodną – tak jak na inne ważne arterie komunikacyjne spadł grad bomb. Już 1 września straty były ogromne. Spłonął niemal cały Kercelak i duża część Hal Mirowskich, wiele kamienic wzdłuż Chłodnej straciło część kondygnacji.

   W czasie bombardowań lokatorzy uciekali do piwnic lub parterowych pomieszczeń.  Wsłuchiwali się w komunikaty o nadchodzących nalotach.



źródło: YOUTUBE – bombardowanie Warszawy w 1939 roku przez Niemców.

   Chłodną przed bombardowaniami uciekali Warszawiacy z innych dzielnic. Spali po bramach, chowali się w piwnicach i podwórkach. Pojawiły się pierwsze ofiary nalotów. Nie było czasu ani możliwości chować ich tak jak należy. Przed kościołem św. Boromeusza dla uniknięcia epidemii mieszkańcy utworzyli prowizoryczne groby. Zmarłych i zabitych chowali w ogródkach i podwórkach – tak…”tymczasem”.

   Przy Chłodnej 45 mieścił się jeden z Komisariatów Obrony Przeciwlotniczej. Na apel prezydenta Starzyńskiego obywatele z własnymi łopatami stawili się do kopania schronów i rowów przeciwczołgowych. Później postawili z wagonów barykady przeciwczołgowe na rozwidleniu torów tramwajowych przy Żelaznej.

indeks

źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl – barykada przy Żelaznej

   Ze sklepów poznikały towary spożywcze. Zresztą i tak można było płacić wyłącznie złotem, dolarami lub antykami.

    17 września nastąpił wyjątkowo silny atak artylerii na miasto. Tego samego dnia Sowieci wkroczyli od wschodu.

   1939,kapitulacja_wwy_a

źródło:www.dobroni.pl – kapitulacja Warszawy
Warszawa skapitulowała 28 września 1939 roku.

   Powtarzając kolejny raz historię, szlakiem elekcyjnym do stolicy wkroczyły wojska Wermachtu w towarzystwie oddziałów 36. pułku czołgów.  

   Nastała okupacja.

   Niemcy zastali po wejściu do stolicy około 40% zniszczonych przez siebie budynków. Mimo to zabroniono odbudowywania zniszczonych kamienic, choć coraz większymi krokami zbliżała się zima. Należało jedynie uprzątnąć ulice z gruzu i ustawionych barykad. Ci którzy ocaleli ze zbombardowanych kamienic musieli na własną rękę poszukać sobie innego lokum lub wyprowadzić się z Warszawy. Zamierzeniem okupantów było zmniejszenie liczebności mieszkańców stolicy dziesięciokrotnie (z 1,3 mln do 130 tysięcy). Około miliona Polaków i Żydów miało być wywiezionych na roboty do Niemiec lub straconych. Niemcy sukcesywnie wprowadzali swój plan.

images

źródło:www.kulturalna.warszawa.pl

   W listopadzie nakazali zlikwidowanie prowizorycznych grobów ofiar bombardowań wrześniowych przed kościołem św.Boromeusza. Nie chodziło tu o względy sanitarne ale o to, że stały się one miejscem kultu, nie tylko religijnego ale i patriotycznego.

   dintojra-kercelak01

źródło: yoniec.blogspot.com

   Na Kercelaku pojawiły się nowe stragany z podstawowymi artykułami spożywczymi. Tu także rozpoczęła się wyprzedaż luksusowych towarów jak porcelana, obrazy, książki, antyki – zbędne w trudnych czasach a pozwalających zakupić coraz droższe artykuły spożywcze.

z15290349AA,Po-wkroczeniu-do-Gdyni-zolnierze-Wehrmachtu-zrywaj

źródło:m.wyborcza.pl

    Szyldy na sklepach i warsztatach musiały być zmienione na niemieckojęzyczne.  Nazwy ulic również. Ulica Chłodna od tej pory nazywała się – Eisgruben Strasse. Ponieważ nikt nie reagował na apel nowych gospodarzy, by zgłaszać się dobrowolnie na wyjazd do pracy w Niemczech, zaczęto regularnie robić łapanki na mieście, zwłaszcza na Chłodnej i Wolskiej – tam gdzie zawsze był duży ruch.

   Jednym z pierwszych zarządzeń niemieckich dotyczących ludności Warszawy korzystającej z komunikacji miejskiej było wydanie zakazu jazdy Żydom w wagonach motorowych. Zezwolono jedynie na jazdę w doczepionych wagonach.

   Stolicę Generalnego Gubernatorstwa przeniesiono do Krakowa. Warszawa stała się tylko dystryktem warszawskim. Miasto podzielono na część aryjską i żydowską.

 Co oznaczało to dla lokatorów Chłodnej?

- Wyprowadzkę.

W dniu 12 września 1940 roku (w dniu największego święta Jon Kipur) utworzono getto.

OD WOJNY DO WOJNY…

I nadszedł 1914 rok.

   Wielu młodych mieszkańców ulicy Chłodnej dostało powołania do wojska carskiego. Wiedzieli, że prawdopodobnie będą musieli walczyć ze swoimi rodakami wcielonymi do armii pruskiej i austro-węgierskiej.

155790

źródło:warszawa.fotopolska.eu – Strzelcy Syberyjscy podczas biwaku na ul. Chłodnej

    Rosjanie tymczasem zaczęli ograbiać fabryki warszawskie z maszyn i materiałów produkcyjnych (w ten sposób praktycznie przestała funkcjonować fabryka Norblina). Oprócz sprzętu do produkcji przemysłowej ograbili również IV Oddział Straży Ogniowej przy Chłodnej 3. Ta część Warszawy została bez sprzętu pożarniczego.

   Zaczęło raptownie zwiększać się bezrobocie a za nim … przyszedł głód i bieda.

   14766

źródło:fotopolska.eu -1915 – Wycofanie się wojsk rosyjskich i wkroczenie wojsk niemieckich do Warszawy,

   Latem 1915 roku do Warszawy weszli Niemcy. Ich postępowanie niewiele różniło się od postępowania poprzedniego okupanta. Oni też grabili mienie przemysłowe ale dodatkowo też wywozili ludzi  na roboty do Niemiec.

   Gestem pojednania z okupowaną ludnością miało być ze strony okupantów niemieckich  w 1916 roku powołanie „Królestwa Polskiego” w celu zawalczenia o ewentualnych rekrutów do wojska  (a wcześniej otwarcie przy ulicy Chłodnej 29 Teatru Dramatycznego). Zezwolono także na reaktywację polskiego szkolnictwa – wprowadzono obowiązek szkolny, w 1915 roku reaktywowano działalność Politechniki Warszawskiej i Uniwersytetu Warszawskiego, ustanowiono wiele polskich szkół, powstało również Muzeum Narodowe. Nakazano likwidację dwujęzycznych napisów, co mieszkańcy skrupulatnie wykorzystali likwidując niemal wszystkie pozostałości rosyjskiego zaborcy.

   Warszawa z powodu biedy i bezrobocia zaczęła się powoli wyludniać. Szacuje się, że liczba mieszkańców Chłodnej spadła o 1/3 z powodu powołań do wojska, migracji na wieś, zsyłek na Sybir i wysokiej umieralności.

   Dochodziło do coraz większego niezadowolenia. Mieszkańcy już nie mieli czym ryzykować. Protesty, opór i jawne niezadowolenie przybierały na sile. Wybuchały strajki – szczególnie silne w październiku 1918 roku. Z ulicy Chłodnej w stronę Śródmieścia wyruszył wielotysięczny pochód zdeterminowanych robotników. Gubernator uciekł z miasta a mieszkańcy stolicy rozbrajali niemieckich żołnierzy. 10 listopada 1918 roku do Warszawy przybył Józef Piłsudski, który z miejsca przejął całą władzę. Po 123 latach niewoli Polska odzyskała niepodległość.

JozefPiłsudski-JózefHaller-BitwaWarszawska1920-480

źródło:kresy24.pl

   Wojenna zawierucha zrobiła swoje i mieszkańcy naszej ulicy jeszcze kilka lat borykali się ze stratami jakie ponieśli nie tylko w ludziach. Ocalały kamienice – ale zakłady,  warsztaty, sklepy i majątki mieszkańców nie. Nawet Kercelak musiał zmienić asortyment – niewielu było stać na zakup czegoś innego niż chleb.  Dzięki systemowi kartek żywnościowych wielu z nich mogło przetrwać. Hale Mirowskie obsługiwały już   inny rodzaj klienteli – tzw. zamożnej.

   Z zawieruchy wojennej zaczęli powracać mieszkańcy a z okolicznych wsi przywali nowi lokatorzy, skuszeni możliwością ewentualnego zarobku. Miasto było niejednorodne etnicznie. Połowa mieszkańców ulicy Chłodnej była pochodzenia polskiego. Drugą połowę stanowili Żydzi, którzy parali się głównie handlem i rzemiosłem.

 3422217-643-489

źródło:wiadomosci.dziennik.pl

   Prawie regułą było to, że zajmowali mieszkania od frontu ulicy zaś w oficynach „gnieździli się ” polscy robotnicy. Obie nacje żyły w symbiozie, zachowując wobec siebie względną tolerancję. Po ataku Bolszewików na Polskę w 1920 roku podczas Bitwy Warszawskiej stanęli ze sobą ramię w ramię.



źródło: YOUTUBE

   Dla napływającej ludności Chłodna była szczytem marzeń – z niej można było już tylko awansować do kolejnej grupy społecznej. Jeszcze w maju 1926 roku przez Chłodną „przewaliły się” wojska Witosa i Piłsudskiego w walce o władzę powodując jedynie popłoch wśród mieszkańców.

andrewawa_e86464c1964b50e6215302bd96a94b9c

źródło:andrewawa.flog.pl

    W latach 1918 – 1939 ulica Chłodna miała zwartą budowę kamienic 2 – 3 piętrowych przetykanych pałacykami. Brukowana ulica była poprzecinana „nowoczesnymi” torami tramwajowymi z szerokimi chodnikami dla przechodniów. Na parterach kamienic znajdowały się witryny sklepów najrozmaitszych branż oraz zakłady usługowe i warsztaty rzemieślnicze, cukiernie czy księgarnie. Tu nie tylko można było zjeść, zrobić zakupy czy zrelaksować się w jednym z kilku kin. Chłodna gwarantowała także coraz bardziej cenioną edukację – można było tu posłać swoje pociechy do: państwowego gimnazjum pod numerem 27, żeńskiego pod numerem 15 lub 68 albo do Gimnazjum Kupieckiego Roeslerów pod numerem 33. Na tej ulicy można było zaopatrzyć się w składach opału w węgiel, którym opalano mieszkania. Mnogość małych i dużych fabryk i fabryczek zatrudniających od kilku do kilkuset pracowników stwarzała atmosferę, że ta ulica nigdy nie zasypia i jest samowystarczalna.

   full_hd_plac 

źródło:www.jhi.pl – Kercelak

   Bliskość Kercelaka powodowała możliwość zaspokojenia potrzeb i zachcianek każdego. Na nim narodziła się gwara warszawska o specyficznej intonacji, będąca mieszanką zapożyczeń z języka niemieckiego, rosyjskiego, gwary więziennej  i wielu jeszcze innych. Ta którą poznałem, którą rozmawiałem z kolegami z podwórka i tą którą się posługiwałem przez lata. Dzięki niej Warszawiacy poznawali się nawet na końcu świata.

a w niedzielę:



źródło: YOUTUBE

   W tym gwarze, sprawach codziennych i zwykłych troskach zbliżały się najtrudniejsze chwile w historii naszej ulicy…

DROGA KU WOLNOŚCI…

   Po Powstaniu Styczniowym administracja carska wyznaczyła kilka ulic przy których nie wolno było mieszkać Żydom. Taką ulica była także Chłodna. Ponadto zakazano noszenia pejsów i czap futrzanych.  Godzina policyjna znacznie utrudniała życie w mieście. W namiotach za kościołem św.Boromeusza biwakowało wojsko,  kolejna jednostka zaś umiejscowiła się za Rogatkami Wolskimi.  Nastąpiły masowe aresztowania i zsyłki na Sybir. Za noszenie czarnej odzieży na znak żałoby narodowej groziły kary pieniężne, zesłanie lub śmierć.

241lfo1

źródło:wczorajidzis.blogspot.com

   Jednym z przejawów represji był nakaz zmiany wszystkich szyldów sklepowych na rosyjsko-polskie. Cała elita warszawska  albo wyjechała do Francji na emigrację albo została zabita w walkach wyzwoleńczych.

   Ludzie bali się o dzień jutrzejszy. Trudno było o  pracę – część zakładów została zamknięta, bo Rosjanie powywozili maszyny i wyposażenie warsztatów do Moskwy czy Petersburga.

   Z czasem życie zaczęło wracać do miasta.

   Na Chłodnej ruch w interesie był cały czas. Powstawały kolejne zakłady produkcyjne i firmy. Zaczęto dobudowywać kolejne kondygnacje kamienic a w głębi posesji oficyny dla mniej zamożnych. Sanitariaty jednak znajdowały się na zewnątrz budynku, co stanowiło pewną niedogodność i przyjazne warunki do rozwoju różnych chorób zakaźnych.  Dobudowywano także dodatkowe skrzydła kamienic, które łączyły sąsiadujące ze sobą ulice: Krochmalną, Ogrodową. W ten sposób powstawały posesje otwarte na dwie strony z kilkoma studniami wewnątrz nich.

   W 1867 roku powstaje nieopodal Plac Kercelego – centrum drobnego handlu miejskiego.

   Mieszkanie na Chłodnej stawało się wówczas coraz droższe. Zakłady przemysłowe do tej pory funkcjonujące przy ulicy powoli zaczęły się przenosić na przedmieścia lub dalszą Wolę. Ceny parceli podskoczyły w górę, co niosło za sobą podniesienie czynszów mieszkalnych. Od frontu kamienice zamieszkiwali najzamożniejsi lokatorzy a od tyłu kolejno w głąb budynku ku strychom i piwnicom ci biedniejsi. Zamiast małych fabryczek (dość hałaśliwych) powstawały sklepy i rodzinne firmy usługowe. Chłodna stała się reprezentacyjną ulicą Warszawy.

   t_img_4756_112
źródło:www.forum-ochoty.org.pl, Sokrates Starynkiewicz

   Prezydentura  rosyjskiego generała Sokratesa Starynkiewicza (od 1883 do 1894 roku) przyczyniła się do kolejnego podniesienia czynszów na Chłodnej. Została ona objęta systemem sieci wodno-kanalizacyjnej dla Warszawy oraz omnibusów (tramwajów konnych). Mieszkania od frontu ulicy – te najdroższe były kilku pokojowe, wyposażone w  wodę bieżącą i kanalizację. Zamieszkiwali je inteligenci i kupcy. W oficynach mieszkali majstrzy, robotnicy i czeladnicy. Toalety i pobór wody znajdował się w wydzielonych miejscach podwórek wewnętrznych.

indeks

źródło:frontwola.blogspot.com

   Kolejnym rewolucyjnym posunięciem było zadbanie o wywóz śmieci, śniegu i wszelkich nieczystości z brukowanych ulic miasta – w tym oczywiście z Chłodnej. Prezydent nakazał rozświetlić miasto –  poprzez  zamontowanie dodatkowych latarni.

mirowskie-hale01

źródło:www.warszawska.info

    W 1898 roku zburzono sąsiadujące z Chłodną 4 pawilony Koszar Mirowskich. Wzniesiono na ich miejscu dwie duże hale targowe na 500 stoisk. Budowa hal był kolejnym już drugim (kościół św. Boromeusza)  wyłomem w koncepcji Osi Saskiej.

  Ruchy niepodległościowe jednak nie zamilkły, mimo poprawy bytowania mieszkańców Warszawy. Zesłańcy wracają do domów inni zaś są zsyłani. Coraz częściej dochodzi do strajków w fabrykach czy wręcz wybuchów niezadowolenia z powodu nie tylko trudnych warunków bytowania ale i braku swobód obywatelskich i narodowych.

   Na początku 1900 roku nastąpiła odczuwalna recesja. W 1904 roku przez Chłodną pod hasłem ” Chleba i pracy”  przeszła manifestacja robotników, która kierowała swoją agresję nie tylko przeciwko burżuazji ale przede wszystkim okupantowi. Odpowiedzią na kolejną manifestację było wprowadzenie przez władze carskie stanu wojennego w Warszawie oraz kolejnych aresztowań i zsyłek. (W odwecie między innymi wrzucono bombę do Cyrkułu policyjnego przy Chłodnej 11).

   W 1905 – 1908 roku położono tory pod elektryczną linię tramwajową i wymieniono bruk na bazaltowo – granitową kostkę. Ruch na Chłodnej nie malał. Jadący do pożaru strażacy musieli uważać by nie wpaść na jadące ulicą tramwaje.

Wkrótce nadszedł rok 1914…..

MIĘDZY POWSTANIAMI…..

   Rosjanie okupujący ówczesna stolicę charakteryzowali się bałaganiarstwem i wszechobecną korupcją. Nie mieli by takich możliwości, gdyby nie sprzyjali tym zachowaniom Polacy. Przy Rogatkach Wolskich zbudowano strażnicę. Służyła celnikom, którzy mieli pobierać myto za wjazd do miasta.

   Mimo trudności w załatwieniu czegokolwiek bez odpowiedniej „wziątki” w latach 1815 – 1831 wzdłuż Chłodnej powstało minimum 15 kamienic – między innymi „moja” pod numerem 20. Wybudował ją w 1820 roku Karol Kijok – właściciel cegielni. Otrzymała ona nazwę „Pod zegarem”, ponieważ na froncie znajdował się wmurowany zegar.

zegar-2009

źródło:chlodna20.wordpress.com

   W tym samym czasie powstał u zbiegu ulicy Chłodnej i Elektoralnej plac „Pod Lwem”, jako miejsce handlu.

   To tędy na kilka dni przed Powstaniem Listopadowym przejeżdżał Fryderyk Chopin opuszczając kraj na zawsze i Juliusz Słowacki w charakterze kuriera dyplomatycznego w 1831 roku.

chlodna_koszary_04

źródło:www.warszawa1939.p – Koszary Mirowskie

   Koszary Mirowskie odegrały negatywna rolę podczas powstania. Stały się centrum opozycji wobec walczących powstańców. W dniu wybuchu powstania Listopadowego dowódcy zdecydowali o zamknięciu koszar. Gwardziści podporządkowali się temu rozkazowi i nie wspomogli walczących. Dopiero gdy gen. Piotr Szembek 2 grudnia wjechał przez Chłodną do miasta gwardia przyłączyła się do Powstania. Jednak pierwsze wrażenie postawy gwardzistów pozostało w mieszkańcach. Rosjanie opuścili miasto.

   Do września 1831 roku przywódcy Powstania zmieniali się jak w kalejdoskopie. Tymczasem mieszkańcy ulicy w oknach swoich mieszkań ustawiali stanowiska strzelnicze i barykadowali bramy. Po kolejnych atakach na polskie barykady , gdy Rosjanie weszli do stolicy – mieszkańcy Chłodnej wraz ze swoim dobytkiem opuścili swoje domy i skierowali się w stronę Krakowskiego Przedmieścia.

  Powstanie, które miało skończyć się powodzeniem – padło. Polacy stracili zaufanie do polskiego wojska, generalicji kolaborującej z zaborcą. Rozpoczęła się masowa zsyłka na Sybir tych, którzy jawnie popierali powstańców oraz konfiskata ich majątku. Przez Chłodną opuszczała miasto fala najwartościowszej warstwy społeczeństwa: przedstawiciele nauki, sztuki i kultury. Wprowadzono cenzurę, zamknięto Uniwersytet i niektóre kościoły, do szkół wprowadzono język rosyjski, wybudowano Cytadelę.

   sztuka4a_02

źródło:starepowazki.sowa.website.pl

   Mimo wszystko w 1840 roku powstaje dom – elegancki pałac, znanego rzeźbiarza Józefa Mantzla przy Chłodnej 19. Na terenie posesji znajdował się także zakład kamieniarsko – rzeźbiarski. Mistrz specjalnie wybrał taką lokalizację, ponieważ wiedział o planach księżnej Klementyny z Sanguszków wybudowania kościoła na placu Pod Lwem. Zwyczajnie liczył na to, iż będzie mógł pracować przy projekcie Marconiego. Do budowy kościoła św. Boromeusza przyłożyli się w dużym stopniu mieszkańcy Chłodnej. Dzięki ich datkom i pomocy miasta można było w 1849 roku dokończyć budowy kościoła. Efekt był imponujący.

images

źródło:pl.wikipedia.org

   Powstanie kościoła w tym miejscu miało symboliczny charakter, oprócz tego, że podniósł rangę ulicy to jeszcze przysłaniał carskie koszary (Mirowskie).  Zresztą w opuszczonych koszarach przez Rosjan zadomowiła się już na dobre Straż Ogniowa (IV oddział), co sprawiło utratę znaczenia strategicznego samych koszar. Do 1863 roku sama Warszawa pod względem liczebności mieszkańców wzrosła prawie dwukrotnie. Rozwój miasta postępował powoli ale systematycznie.

   1055536

źródło:www.historia.uwazamrze.pl

   Niezadowolenie Polaków jednak nie malało. Kilka manifestacji i demonstracji krwawo tłumionych na polecenie cara przez Kozaków musiało skończyć się zrywem powstańczym, tym bardziej że nowym namiestnikiem został brat cara Konstanty – znienawidzony przez Warszawę. Termin Powstania czyli 23 stycznia 1863 roku sprowokowali sami Rosjanie robiąc dodatkowy pobór do wojska.  

   Powstanie musiało upaść – nie było szans na sukces.  Wszystkie mieszkania i podwórka były ze względów strategicznych systematycznie przeszukiwane.  Latem 1863 roku na jednym z podwórek kamienic Chłodnej złapano ostatniego dowódcę Powstania Styczniowego – Aleksandra Waszkowskiego.

   Po upadku powstania rozpoczęły się na masową skalę represje. Spod kościoła św. Boromeusza na Sybir ruszały kolejne kibitki ze skazańcami. Stąd nazwa teraz tego miejsca „Skwer Sybiraków”.

indeks

źródło :warszawska-wola.strefa.pl

CESARZ NA CHŁODNEJ ….

    Dane dotyczące ulicy Chłodnej z przełomu XVIII i XIX w mówiły, że miała ona długość 900 metrów i szerokość ponad 19 metrów.  Na całej swojej rozciągłości była pokryta brukiem.  Sąsiednie ulice takie jak: Waliców, Żelazna, Ogrodowa czy Krochmalna były jedynie ulicami gruntowymi pełnymi dziur i wybojów. Szczególnie dokuczliwych jesienią, wiosną i zimą.

  To właśnie ulicą Chłodną spacerowali mieszkańcy stolicy by na Rogatkach Wolskich wypatrywać swoich wyzwolicieli. 

3911_03031_p_a

źródło: archiwumwoli.waw.pl – projekt Rogatek Wolskich

    Pod koniec listopada 1806 roku  na wieść o nadciągających wojskach z ks.Józefem Poniatowskim na czele,  wzdłuż ulicy Chłodnej ze sztandarami wszystkich cechów rzemieślniczych ustawili się w szpalerze mieszkańcy Warszawy.

220px-Ksiaze_Jozef

źródło:en.wikipedia.org – Ks. Józef Poniatowski

   Dość chłodno, bo gwizdami powitali księcia i w oddali wypatrywali samego cesarza Napoleona. Nie śpieszył się. Na zapowiedź jego rychłego przyjazdu  (w okolicach grudnia) postawiono na Rogatkach Wolskich ozdobną bramę triumfalną. Niestety Bonaparte przejechał pod nią  nocą, niemal niezauważony. Na honory mógł jedynie liczyć od wartowników rogatek.

napoleon-bonaparte-jean-louis-ernest-meissonier

źródło:fineartamerica.com – Napoleon Bonaparte

   Od przyjazdu samego cesarza znacznie zmienił się stosunek mieszkańców do witanych uprzednio owacjami żołnierzy francuskich. Teraz traktowani byli  jak zło konieczne i kolejni najeźdźcy. Mimo skarg warszawiaków na zachowania stacjonujących żołnierzy cesarz reagował tylko kolejnymi roszczeniami dostaw dla wojska. Wkrótce zażądał, by posłać na za zachód do walki szlachetnie urodzonych Polaków w wieku poborowym. Skoszarowano ich w gwardię konną – sławnych – szwoleżerów. Wkrótce szli w szyku wojskowym w kierunku Rogatek Wolskich stukając o bruk ulicy Chłodnej .

18

źródło:www.skh.wat.edu.pl

   Złupiona Warszawa  przez kontrybucje, rekwizycje i podatki wojenne dostała w zamian: nazwę Księstwa Warszawskiego, Syrenkę za godło miasta oraz króla Saskiego Fryderyka Augusta I za władcę.

Cesarz ruszył na Moskwę.

images

źródło:ludzie.info

   Wracał po trzech latach już w nieco gorszym nastroju przez Rogatki i  Chłodną (10 grudnia 1812 roku) po przegranej kampanii w Rosji.

   W październiku 1813 roku po klęsce pod Lipskiem powracali tędy przegrani polscy żołnierze a później orszak z ciałem ks. Józefa Poniatowskiego.

   Na 100 lat w Warszawie zapanowały rządy Rosji.

   Mieszkańcy Chłodnej wielokrotnie byli świadkami przemarszu wojsk, ucieczek i triumfalnych wjazdów kolejnych władców czy najeźdźców.

750 LAT OSADNICTWA WZDŁUŻ ULICY CHŁODNEJ

   Obecność wczesnośredniowiecznych drewnianych zabudowań wzdłuż ulicy Chłodnej potwierdzono podczas badań archeologicznych przy Halach Mirowskich. Kolejne najazdy: litewskie, pruskie i ruskie skutecznie zrównywały z ziemią uparcie odbudowywane kolejny raz osady.

   Dlaczego teren ten był tak atrakcyjny dla zamieszkałej tutaj ludności? Otóż Mirów to najwyżej położony wówczas punkt starej Warszawy (114,5 m n.p.m). Suchy, żyzny położony na niewielkim wzniesieniu teren był świetnym miejscem do założenia gospodarstwa i zamieszkania. Z czasem wyrównano pagórki zasypując naturalne doły i rowy.

   Książę Bolesław II zakładając miasto podzielił je na prostopadle ułożone w stosunku do Wisły role. Wzdłuż wyznaczonych ról usytuowały się w naturalny sposób wzdłuż tzw. miedz, ulice – między innymi nasza Chłodna. Gościniec, droga dojazdowa do miasta – to pierwsza funkcja ulicy. Z czasem i rozwojem miasta nabierała dodatkowego znaczenia.

   119922

źródło:http://fotopolska.eu

   W 1712 roku król August II Sas postanowił na bazie Wersalu stworzyć trakt, który byłby godny wymaganiom baroku. Miała to być forma kompleksowego rozwiązania budowlano – architektonicznego i komunikacyjnego stolicy. W cały ten kompleks miał być wkomponowany system parków i ogrodów.  Projekt na wówczas bardzo nowoczesny ale i kosztowny. Król musiał skupić wszystkie działki wzdłuż wyznaczonej trasy pod Oś Saską.

449768

źródło:fotopolska.eu

   To był impuls rozwoju dla ulicy będącej od tej pory trasą wylotową z Warszawy. Usytuowanie koszar królewskich  (zwanych od jej pierwszego dowódcy Wilhelma Miera – Mirowskimi) w tym miejscu miało na celu ewentualna obronę władcy przed buntami i wewnętrznymi zamieszkami. To właśnie ulica Chłodna król kilkakrotnie uciekał z miasta.

images

źródło:www.skyscrapercity.com

    Dzięki tym działaniom Chłodna stała się miejscem gwarnym i przynoszącym zyski. Tu lub w jej okolicach mieszkali robotnicy, cieśle budujący Oś Saską. Pojawiły się tu noclegownie, karczmy, browary z których korzystali budowniczowie. Tu także między innymi z powodu obecności koszar wojskowych jak grzyby po deszczu wyrastały domy uciech dla samotnych lub niekoniecznie wiernych mężczyzn. W okolicach koszar niejaki generał Antoni Czapski na swoich gruntach postawił drewniane szopy zwane od jego nazwiska czapskimi budkami. W nich panowie i chłopcy mogli zaznać uciech cielesnych z paniami przypłacając zresztą często to zdrowiem a nawet życiem. Zostały zniszczone dopiero w 1794 roku podczas zmagań powstańczych.

05-02

źródło:www.skyscrapercity.com

   I tak Chłodna stała się ulicą handlowo-usługową w odróżnieniu od innych sąsiadujących ulic o charakterze raczej rezydencyjno-dworkowym.

281171

źródło:fotopolska.eu

    Tu można było zobaczyć wiele spektakularnych karier, tworzenia ogromnych fortun i majątków – jak i ich upadków. Chłodna była atrakcyjnym terenem inwestycyjnym. Dość wcześnie pojawiły się tu kamienice (jeszcze przed 1784 rokiem) były to obiekty reprezentacyjne, jednopiętrowe. Bardzo intensywny rozwój ulicy nastąpił po roku 1815 i utworzeniu Królestwa Kongresowego.

   Około 1820 roku na terenach Walicowa należącego do rodziny Walickich utworzono plac targowy, nazywany Placem Pod Lwem.  Do roku 1830 przy ulicy powstał szereg obiektów będących arcydziełami architektury. Tu mieściła się jedna z czterech rogatek warszawskich.

   Pierwszą nazwą ulicy Chłodnej była Aleja Lipowa (lub Wolska). Nazwa ulicy powstał prawdopodobnie od chłodu jaki dostarczały Lipy obsadzone wzdłuż alei po obu stronach. Inna koncepcja mówi o tym,  że w tym miejscu wiały tu dość silne wiatry , które w Warszawie wieją zazwyczaj z zachodu na wschód – tak jak usytuowana jest topograficznie ulica Chłodna. Dziś to zjawisko ze względu na zwartą zabudowę jest niemal niezauważalne.

221529

źródło:fotopolska.eu

 

 

 

 

 

 

OD MAŁEGO DO WIELKIEGO PRZEMYSŁU: Cegielenia Schneidera, fabryka farb…. cz. 3

   Przy Chłodnej 32 mieściło się biuro sprzedaży  Zakładów Cegielnianych i fabryki dachówek Bogumiła Schneidera. Zakłady zostały założone w 1903 r. na Jelonkach (wówczas pod Warszawą) przez Józefa i Jana Schneidrów. Pamiętacie film „Miś”? To tam właśnie można zobaczyć w finałowej scenie, jak miś zostaje zatopiony, w Gliniance Schneidera .

indeks

źródło:www.surowce-naturalne.pl

377_0374_p_o

źródło:http://archiwumwoli.waw.pl

   Tereny zakładów obfitowały w bogate złoża gliny i sięgały stacji kolei warszawsko-wiedeńskiej we Włochach. Surowiec na cegły i dachówki odporny były nie tylko na działania atmosferyczne, ale także uderzenia.  Kapitał zakładowy do wybuchu I wojny wynosił 700 tys. rb., a zatrudnienie sięgało 600 robotników. Zakłady zaopatrywały w cegłę oraz dachówki nie tylko pobliską Wolę ale całą Warszawę i okolice.

indeks

źródło: www.skyscrapercity.com, Chłodna 32

   Po I wojnie światowej produkcję i zatrudnienie w zakładach zredukowano, ze względu na wyczerpywanie się złóż gliny. W latach 30-tych właściciele zaczęli odsprzedawać swoje grunty, na których m. in. powstało Miasto Ogród Jelonek.

   Po wojnie nazwę skrócono do – Cegielnia Braci Schneider „Jelonki”.

    Pod numerem  Chłodna 44 mieściło się Towarzystwo Warszawskie  farb artystycznych „Arcus” dawniej I. Karmański i S-ka.  Firma została założona w 1905r.   dane jakie udało mi się pozyskać to adres fabryki: Warszawa Chłodna 44. Nr. telefonu: 53-20. Właściciel: D-r. W. Gaszczyński, E. Horn, W. Oskierka. Dyrektor zarządzający: D-r. W. Gaszczyński. Przedmioty jakie można było tu zakupić to farby artystyczne dla malarzy i architektów , płyny i werniksy malarskie wyłącznie własnego wyrobu.

20140526_131413_resized

   Pod numerem 19 mieściła się fabryka wag Neumanna. Fabryka z długoletnią tradycją, bo rok założenia przypada na 1864 r. Reklamowali się, że wykonują wagi wszystkich systemów.

   Pod numerem 21 mieściła się Specjalna Fabryka wyrobów Mikowych i gazowo-naftowych maszynek W. Tacika.Tu można było zakupić i zlecić do wykonania wszelkiego rodzaju oświetlenie jak: lampki, latarki oraz cylindry, dymniki, wiatraczki, abażurki, , izolacje elektryczności, szyby do kuchen , pieców i wszelkie obstalunki z Miki, palniki i maszynki naftowo- gazowe.

llll

i wiele, wiele innych…….

 

FAŁSZYWKI Z CHŁODNEJ…

Pieniądze fałszowano zawsze.
    Pierwszy raz sfałszowano złote monety już w VI w p.n.e. Od tamtej pory fałszerstwo przybierało najrozmaitsze formy. Krążki z miedzi lub cyny otaczano cienką blaszką ze złota lub srebra a później bito stemplem odpowiedni wzór (symbol). Autentyczność posiadanych monet można było badać w różnoraki sposób. Najpowszechniejszym było nacinanie lub nagryzanie monety. Ta fałszywa powinna się odkształcać, co świadczyło o nieprawidłowej twardości kruszca. W kolekcjach numizmatycznych znajduje się wiele monet z odciskami zębów lub zarysowaniami twardym przedmiotem.

06120

źródło:www. e-numizmatyka.pl

   Z kolejnymi wiekami techniki odkrywania fałszerstw zostały udoskonalone. Gdy odkryto możliwość badania zawartości srebra czy złota w monecie – fałszerze mieli utrudnioną sytuację. Do takiej diagnostyki potrzebny jednak był specjalista. W odpowiedzi zrodzili się specjaliści fałszerze. I tak jedni ścigali się z drugimi. To byli prawdziwi fachowcy.
    Mimo gróźb karania śmiercią i wykonywania egzekucji proceder nadal kwitł. W XVII wieku w Rosji stracono 7.000 fałszerzy, 3.000 obcięto ręce a w Polsce fałszerz i posiadacz fałszywych monet podlegał karze spalenia na stosie. Surowe kary za fałszerstwo były od zawsze traktowane jako zamach na majestat władzy lub jego obrazę. No chyba, że bili ją sami władcy – a historia notuje takie przypadki. Cóż  – oni byli bezkarni…
    Zaraz po I wojnie i w dwudziestoleciu międzywojennym kwitło fałszerstwo na naszym Kercelaku. Policyjne raporty mówiły nawet o 5,5 tys. przestępstw podrabiania pieniądza w tym okresie.

   Wtedy pojawiły się fałszywe banknoty 20- złotowe. Okazało się, że kolporterami tychże banknotów byli kasjerzy z Dworca Głównego. Sami kupowali je po 5 zł a różnicę zachowywali dla siebie. Wprowadzanie do obiegu tych fałszywek było możliwe dzięki nieźle skonstruowanej organizacji. Same banknoty zaś drukowane były niedaleko na ulicy Ogrodowej w prywatnym mieszkaniu. 

    Nieopodal na ulicy Twardej skutecznie działała produkcja srebrnych 10 złotówek.  Zwykle podrabiano srebrne 1-, 2-, 5- i 10-złotówki i zazwyczaj robiono to techniką odlewu stosując  miękkie metale (najczęściej cynk i ołów), które potem srebrzono. Trudniejsze było  bicie monet, bo składało się z kolejnych etapów aż do utwardzenia .

 

indeks

źródło:http://www.katalogmonet.pl

    Ulica Chłodna była usytuowana między zakładami produkcyjnymi fałszywek. Nie mogła odstawać od ogólnie panującego trendu.
    Pod numerem 23 tam gdzie teraz mieści się Oberża pod Czerwonym Wieprzem był zakład produkcji mosiężnych uchwytów do trumien. A jakże można było tam zamówić, kupić eleganckie ozdoby: uchwyty, listwy czy inne mosiężne akcesoria pogrzebowe. Na zapleczu zakładu odbywała się jednak całkiem inna produkcja. Wykorzystując materiały i sprzęt produkcyjny wyrabiano też fałszywe monety. Bito je z „ręki” i ze ” stempla”. Oczywiście trafiały one potem między innymi na nasz Kercelak.
    Zamówić można było praktycznie każdą monetę – nawet taką zabytkową. Wystarczyło tylko trochę potrzymać „nowy egzemplarz zabytkowej monety” w gnojówce w celu spatynowania.
    Pod koniec 1939 r. gubernator Hans Frank nakazał Polakom oddać do depozytu okupanta wszystkie banknoty o nominałach 100 zł i 500 zł. Wkrótce jednak przestały być prawnym środkiem płatniczym. Zastąpiono je banknotem 100-złotowym z odpowiednim niemieckim nadrukiem – „Generalne Gubernatorstwo dla zajętych polskich obszarów”. Rodacy nie kwapili się do oddawania wskazanych banknotów do depozytu. Za to natychmiast pojawiły się sfałszowane stemple z pożądanym niemieckim nadrukiem.

100_zlotych_9listopad1934

źródło:http://banknoty.republika.pl

   Na naszym Kercelaku za drobną opłatą można było sobie opieczętować banknoty stuzłotowe z Józefem Poniatowskim i cieszyć się ich posiadaniem. Zresztą czegóż to nie można było załatwić na Kercelaku…

24_3_3

źródło:www.pwpw.pl – „góral”
    Tutaj można było dostać (kupić) fałszowane banknoty 50 zł i 500 zł powszechnie znane jako górale (od postaci górala na banknocie). Produkował je kto mógł. Fałszowanie w tych czasach było postrzegane jak jawna walka z okupantem. Dzięki tej produkcji Armia Krajowa i jej Podziemna Wytwórnia Banknotów zarobili dla podziemia 18 milionów złotych.

indeks

źródło:www.pwpw.pl – Znak graficzny Podziemnej Wytwórni Banknotów

CHŁODNA 33

   Kupiecka rodzina Roeslerów była bardzo zasłużona dla Warszawy. Przybyli z Czech do Warszawy w 1765 r. W 1911 r. przekazali Fundacji Szkolnej własnego imienia posesję przy Chłodnej 33. Przed 1914 r. według projektu Władysława Marconiego na posesji rozpoczęto budowę dwóch sąsiadujących ze sobą kamienic. Po lewej miał się znajdować budynek szkolny a po prawej budynek przeznaczony na wynajem. Pieniądze z wynajmu miały posłużyć utrzymaniu szkoły.

   Budowę gmachu szkolnego przerwała pierwsza wojna światowa. Ukończono ją dopiero około 1919 r.

chlodna_33

źródło:http://www.warszawa1939.pl – Budynek Szkoły Roeslerów

    Gimnazjum męskie kupieckie im. Roeslerów było najlepszym gimnazjum w Warszawie (później liceum). Specyfika tej placówki polegała na tym, że oprócz świetnej organizacji obok przedmiotów ogólnokształcących, prowadzenia kantoru, ćwiczeń z księgowości, rachunkowości (istniało tu także muzeum towaroznawstwa) – szczególny nacisk kładziono na kształtowanie postawy obywatelskiej, społecznej i kształtowanie woli charakteru. Toteż absolwenci zaraz po skończeniu szkoły otrzymywali prace w handlu i byli cenieni jako niezastąpieni pracownicy. Przy szkole działało koło absolwentów, które miało nie tylko charakter towarzyski ale także pomagało w pośredniczeniu pracy i organizowaniu kursów udoskonalających. 

   Dbano o dobór uczniów i zanim przyjęto kandydata do szkoły musiał on przejść egzaminy i badania psychologiczne. Czesne wynosiło w latach 30 – tych 85 zł. Wyjątkowo dobrzy uczniowie mogli uzyskać ulgę w płaceniu czesnego nawet do 70%.

   Podczas okupacji szkoła stała się zwyczajną szkołą handlową, choć uczniowie mogli zdawać w niej podziemną maturę. W 1940 roku gdy budynki szkolne znalazły się na terenie getta szkoła została przeniesiona na ulicę Krochmalną w miejsce sierocińca prowadzonego przez Janusza Korczaka.

janusz-korczak-concursul-pentru-proiecte

źródło:http://www.culturapoloneza.ro – Janusz Korczak

    W listopadzie uczniowie szkoły handlowej pomagali w przeniesieniu sierocińca pod adres Chłodna 33. Podczas tej przeprowadzki Niemcy zrabowali sierotom przewożone na furmankach jedzenie.  Korczak natychmiast po tym udał się ze skargą na warunki i miejsce zasiedlenia do pałacu Blanka. Niemcy aresztowali go, ponieważ nie założył białej opaski z Gwiazdą Dawida. Trafił za to na Pawiak.

Skärmavbild 2013-05-01 kl. 15.49.28.png

źródło:http://jimbaotoday.blogspot.com

    Do swoich sierot wrócił dopiero w grudniu. Żydowski Dom Sierot w szkole Roeslerów mieścił się jedynie do października 1941 r.



źródło: YOUTUBE

   Gdy ponownie zmieniły się granice getta dzieci znów  przeniesiono. Tym razem do dawnej siedziby Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Pracowników Handlowych i Przemysłowych przy ulicy Siennej. A potem wszyscy zostali wywiezieni do Treblinki. Ale to już całkiem inna historia….

getto

źródło:pzsgdziepolc.hekko.p

   Po wyprowadzce dzieci, do opustoszałego budynku przy Chłodnej 33 ponownie wróciła szkoła handlowa -  nie na długo, bo 26 marca 1943r. zamknięto ją i budynek został przejęty przez władze Generalnego Gubernatorstwa.

   6 sierpnia 1943 r. na Chłodnej Niemcy ostrzelali ogniem artyleryjskim kamienice. Wtedy prawdopodobnie spaliły się obydwa budynki szkoły Roeslerów. Wzdłuż całej ulicy, także przy ruinach gmachu szkoły, okupanci dokonywali masowych mordów na cywilach i powstańcach.

7619a4f0158dffe476975e0cca4efaf9

źródło:http://www.sztetl.org.pl

   Tablica umieszczona na murze w miejscu dawnej szkoły głosi, że rozstrzelano tu 200 osób.

chlodna_33

źródło: http://www.warszawa1939.pl

W 1944 r. ustawiano przy ruinach szkoły stosy, na których palono zwłoki zamordowanych i poległych warszawiaków.

chlodna_33_01

źródło: http://www.warszawa1939.pl

   Jesienią 1945 r. na Chłodnej decyzją Pogotowia Budowlanego Biura Odbudowy Stolicy  wydano zlecenie rozbiórki murów wypalonych kamienic. Zburzono ściany frontowe i wewnętrzne dawnej szkoły im. Roeslerów. I tak kamienica na Chłodnej pod numerem 33 przestała istnieć z podpisem nakazu rozbiórki z dnia 24 października 1945 r.

KOŚCIÓŁ I SKWER SYBIRAKÓW…

   165 lat temu na placu „Pod Lwem” (w latach 1841—1849) stanął wybudowany według projektu Henryka Marconiego kościół pod wezwaniem Św. Karola Boromeusza. Był wzorowany na rzymskim kościele Santa Maria Maggiore i powstał dokładnie na zakończeniu Osi Saskiej.

   Świątynia usytuowana na trakcie wyjazdowym z Warszawy na zachód Europy, miała być reprezentacyjną budowlą, witającą przyjezdnych. Fundatorką była księżniczka Klementyna z Sanguszków Małachowska. Na ten cel przeznaczyła 200 000 złp resztę pieniędzy ponad 250 000 wyłożył rząd.

141px-Warszawa_kościół_na_Chłodnej_2011

źródło:http://pl.wikipedia.org

   Kiedyś krążyła opinia, że kościół ten był najmniejszym w Warszawie. Obie wieże kościoła posiadały wnęki, w których umieszczono posągi świętych i błogosławionych polskich. Stąd powstało powiedzenie, że święci nie mogąc pomieścić się wewnątrz świątyni wyszli na zewnątrz. Na fasadzie znajdują się figury apostołów Piotra i Pawła. U stóp schodów świątyni stoją cztery wielkie posągi świętych: Ambrożego, Augustyna, Grzegorza i Hieronima. Na skwerku przed kościołem stoi figura Najświętszej Marii Panny odlana z brązu autorstwa Andrzeja Pruszyńskiego.

   Bruk dookoła kościoła był zrobiony przez wolskich mistrzów kamieniarstwa. Oszlifowany kamień był przeplatany kostką drewnianą, co dawało charakterystyczny dźwięk  stukających obcasów i stukotu kół.

  Miejsce to widziało wiele rozstań i powrotów. Stąd ruszały między innymi kibitki z powstańcami na Sybir. Stąd moi starsi koledzy ruszali do Powstania. Tędy przechodzili powracający z poniewierki wojennej.

103_1274703641

źródło:www.kolejkamarecka 1914r Strzelcy Syberyjscy biwakują na ulicy Chłodnej przed kościołem św.Karola Boromeusza.

   Po pierwszych walkach w Warszawie w 1939 roku przed kościołem zrobiono tymczasowy cmentarz.

images

źródło: fotopolska.eu 1939, Tymczasowy cmentarz przy Kościele św. Karola Boromeusza na ulicy Chłodnej.

65342_6d9960d3b

źródło: www.kulturalna.warszawa.pl – Groby na skwerku przed kościołem Karola Boromeusza przy ulicy Chłodnej, [1939]

   W majowy poranek usiadłem na ławeczce przy Skwerze Sybiraków i przeniosłem się pamięcią do okresu powojennego. Ten skwer to wyjątkowe miejsce z tajemniczą historią w tle. Rozejrzałem się.

  Po prawej stronie,  gdzie znajdowały się budynki Straży Pożarnej nad rumowiskiem wyłaniała się strażacka wieża zwana  „czatownią”.

Warszawa, straz pozarna 1947

źródło: www.dsh.waw.pl

   Tu gdzie teraz siedziałem znajdował się wtedy ogromny zbiornik na wodę, zasypany później gruzem ze zburzonego kościoła. Z tego zbiornika czerpało wodę tysiące ludzi pędzonych w stronę Woli i obozu w Pruszkowie. Czerpali wodę z błotem i kruszonymi cegłami. I ja z mamą byliśmy wśród pędzonych w tym koszmarnym marszu. Moja pamięć jest dla mnie łaskawa, bo niewiele z tego pamiętam. Wyobrażam sobie, co wtedy przeżywała moja mama. Sama z małym dzieckiem w korowodzie udręczonych ludzi. Ojciec nie wrócił jeszcze z Powstania – ukrywał się pod Warszawą. Nawet nie wiedział czy jeszcze żyjemy – a my czy on żyje. Wielu z tych ludzi nie dotrwało celu marszu.

   Niemcy składowali w kaplicy pogrzebowej kościoła broń i materiały wybuchowe. Po upadku powstania warszawskiego hitlerowcy wysadzili prezbiterium oraz boczne kaplice a 15 stycznia 1945 nastąpił wybuch, który zniszczył wschodnią elewację, kaplicę i zakrystię. Główny ołtarz także nie przetrwał wojny.

   Pamiętam gdy przez pierwsze 3 lata po wojnie w procesjach Bożego Ciała i Wielkanocy  asystowali żołnierze z Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego. Szli przy samej figurze Matki Boskiej. Ja i moi koledzy ministranci nie mogliśmy oderwać od nich oczu. Od ich pięknych mundurów i błyszczących butów, którymi stukali o bruk.

OD MAŁEGO DO WIELKIEGO PRZEMYSŁU cz2. – PIWO NA CHŁODNEJ…

   Swój browar w latach 40-tych XIXw. pod numerem 51 wybudował Henryk Brzeziński. W latach 50-tych XIX w. tuż obok wybudował swój browar Karol Sommer (w narożniku ulic Chłodnej 45/47 i Wroniej).  Pod numerem 25 powstał kolejny browar Jana Szymanowskiego. Zaś w 1869 r. Karol Machlejd przeniósł tutaj browar założony w 1855 r. na Grochowie przez swego ojca, Jana Jakuba Machlejda.

machlejd

źródło:
http://shw.fotopages.com/7011435.html

    Karol znacznie go rozbudował na działkach: Chłodna 45, Wronia 47, Krochmalna 66. Zmodernizowano stary zakład i zbudowano największą słodownie w ówczesnej Polsce.

chlodna_45_04

źródło:www.warszawa1939.pl

   W latach 1880-81 na terenie browaru, w narożniku Wroniej i Chłodnej, wzniesiono kamienicę.

    Po śmierci Karola Machlejda jego syn Karol Ryszard (w 1921r.)  zdecydował się na spółkę i tak powstały „Zjednoczone Browary Warszawskie pod firmą Haberbusch i Schiele”. Browar dotował szkołę piwowarską przy ul. Chłodnej.

chlodna_45_01

źródło:www.warszawa1939.pl

Browar Machlejda od strony ulicy Chłodnej, źródło:www.warszawa1939.pl

   a_browary_war

źródło:http://madein.waw.pl

   Wkrótce jednak zaprzestano tu produkcji piwa. Budynki browaru posłużyły pod wynajem firmom. Były tu: fabryka cukrów i czekolady „Karoma”, wytwórnia białka roślinnego i paszy treściwej „Albumina”. W latach 30-tych XX w., budynki browaru od strony Wroniej i  Krochmalnej zastąpiono kamienicami mieszkalnymi, wybudowanymi przez spółkę „Nasze Mieszkanie”.

wronia_47_01

źródło:http://www.warszawa1939.pl

   Zabudowania te na  początku sierpnia 1944 roku podczas walk z Niemcami i silnego ostrzału uległy całkowitemu spaleniu. Browar rozebrano a na ich miejscu powstały prowizoryczne zabudowania warsztatu samochodowego.

DOM MANZLA I MOJE ZNALEZISKO

   Na naszej ulicy Jan Józef Manzel wybudował okazały dom z wielką środkową arkadą.Właściwie to nazywano go pałacykiem.

warsz25_01

źródło:www.wyburzone.pl

   W  oficynach mieścił się jego warsztat rzeźbiarsko-kamieniarski. Manzel był jego  właścicielem do 1904 r (do swej śmierci).  W  Świetlikowej Woli, gdzie pomieszkiwał pod koniec życia  posiadał własny kamieniołom. Z niego też czerpał materiały na pomniki, które zdobiły najpiękniejsze grobowce Cmentarza Powązkowskiego. Ponieważ nie miał męskich potomków cała scheda po nim została sprzedana.  W jego domu mieszkali różni lokatorzy i funkcjonowało wiele firm:  fabryka wag Neumana, fabryka torebek Jana Liedtke i  zakład elektrotechniczny inż. Józefa Boyé.

0ebc212b4bbc98050ddda0baa88ee4ef,10,19,0

źródło: http://forum.gazeta.pl

   Jako 9 letni dzieciak (w 1948 r.) buszując w gruzach tego domu znalazłem dwie 32- centymetrowe alegorie zrobione z brązu (kat IV). Jedna z nich była wzorowana na obrazie Artura Grottgera pt „Katorga” lub „W kopalni”.

20140417_113414-1_resized_1

   Druga przedstawiała jakąś scenę historyczną z datami 1812 – 1880 uwiecznioną przez (wybaczcie mi nie pamiętam) niemieckiego artysty.

20140417_113441-1_resized

   Moje zdobycze zaniosłem do domu. Mama natychmiast powiesiła je na ścianie, by modlić się do nich jako, że na jednej z nich uwidoczniony był wizerunek Matki Boskiej. To była w tych czasach jedyna dekoracja na ścianach naszego mieszkania przy Chłodnej 20.

    Dwa lata temu przekazałem obie alegorie do Muzeum Ordynatariatu Polowego, Oddział Muzeum Historycznego m.st. Warszawy przy ulicy Długiej. Zawisły  tam na ścianach z czego jestem bardzo dumny. Dowiedziałem się, że prawdopodobnie były wykonane w fabryce guzików wojskowych. Być może powstały one w fabryce braci Buch przy ulicy Żelaznej wykupionej później przez Norblina i Wernera. Bracia produkowali właśnie guziki do mundurów wojskowych oprócz stałej produkcji cukiernic i lichtarzy. Może i te alegorie tam powstały.

  Szkoda, że nie odbudowano tego domu. Ostatecznie Dom Manzla został zburzony w 1964 roku mimo, że spełniały wszelkie kryteria zabytku.

W MAŁYM KINIE….

   W stolicy przed wojną funkcjonowało ponad 70 kin. I na Chłodnej można było skorzystać z kultury za pośrednictwem kin i kinoteatrów. A było ich tutaj kilka.

   Kinoteatr Kometa mieścił się pod numerem 49 i istniał do wybuchu wojny. Ilość miejsc na widowni była imponująca, bo wynosiła aż 1500.Teraz w takiej typowej sali jakiegoś multiplexu w jednej sali  można powiedzieć, że jest  tylko 400 miejsc.

   W 1936 r. przed Kometą w ramach promowania filmu „Obrona Częstochowy” ustawiono dwie armaty przy których stało dwóch halabardników.  Taka scena budziła niemałą sensację.  Pod kinem co wieczór stał sprzedawca broszurek z tekstami przebojów filmowych i estradowych. Dziewczęta zbierały fotosy znanych aktorów, wyklejały nimi swoje pamiętniczki, wieszały nad łóżkami lub wtykały za ramę lustra. Każda z nich marzyła być jedną z amantek filmowych i zatapiać się w ramionach amantów takich jak: Brodniewicz, Dymsza, Bodo, czy Żabczyński.

indeks

źródło:jimbaotoday.blogspot.com

   Kino Czary to kolejne kino, które powstało na początku XX wieku i funkcjonowało nieprzerwanie do wybuchu Powstania Warszawskiego.

indeks

źródło:www.slowobraz.net

   Kino parafialne św. Andrzeja pod numerem 9, gromadziło bywalców filmów dobieranych przez księży. Tu można było obejrzeć „stosowne” filmy – ale za to na większym ekranie i lepszym dźwięku.  Niespodzianka mogła spotkać tych, którzy chcieli wybrać się do kina w parze, ponieważ nie wolno było zająć miejsc obok siebie w parach mieszanych. Chłopcy i dziewczęta musieli siedzieć w dwóch oddzielnych rzędach. Kino to służyło także do odbywania wielkopostnych rekolekcji dla szkoły spod numeru 11.



żródło: YOUTUBE.pl

Mieczysław Fogg – W małym kinie

   W okresie II wojny światowej kina zostały zaanektowane przez władze okupacyjne i przekształcone w lokale nur für Deutsche. Kina były podporządkowane niemieckiemu Ministerstwu Propagandy i wyświetlały wyłącznie filmy niemieckie oraz kroniki filmowe m.in. Wiadomości Filmowe Generalnego Gubernatorstwa. Chodzenie do kina przez polską widownię było potępiane przez  konspirację. Powstało wówczas hasło ” Tylko świnie siedzą w kinie”  lub „Padlina idzie do kina”. Oprócz kwestii propagandowych była też kwestia biletów. Twierdzono, że wpływy z kin wykorzystywane były w niemieckim przemyśle zbrojeniowym.

    Na kinomanów przyszły ciężkie czasy. Mogły spotkać ich niemiłe niespodzianki jak pożar  czy wdychanie gazów łzawiących , które rozpylali żołnierze konspiracji lub gwałtowna ewakuacja przed bombardowaniem miasta.

   Mimo wszystko warszawiacy uciekali w świat filmu, by choć na moment zapomnieć o potwornej rzeczywistości. Kino było mentalnym wybawieniem od bombardowań, nalotów, aresztowań. Mogli choć przez moment udawać, że  to co dzieje się na zewnątrz dusznego pomieszczenia kinowego  w ogóle ich nie dotyczy.

   W tej chwili  na Chłodnej w Winosferze jest kino. To kino Czary -  nowoczesne, klimatyzowane z różnymi możliwościami wykorzystania tej przestrzeni.

OD MAŁEGO DO WIELKIEGO PRZEMYSŁU część I.

   Na naszej ulicy znajdowały się duże i małe fabryki. Największą z nich była fabryka Norblina. Zanim trafiła na nasza ulicę przeszła długą drogę.

   Założył ją w  1809 roku  Wincenty Norblin. Początkowo był to zakład brązowniczy usytuowany na Starym Mieście. Produkowano tu: okucia do powozów,  uprząż dorożkarską,  elementy zdobnicze do  kościołów i komnat: zegary, świeczniki, kandelabry, kałamarze.

    W 1834 zakład został przeniesiony na ulicę Chłodną. Przy zakładzie zaczyna funkcjonować sklep z wyrobami srebrnymi, platerowymi i brązowymi. Gdy zakład przejmuje syn Wincentego – Ludwik wraz ze swoim szwagrem Teodorem Wernerem (złotnikiem, właścicielem fabryki wyrobów srebrnych) zawiązują spółkę. Wspólnicy prowadzą jednak oddzielną produkcję: zakład Norblina – specjalizuje się w wyrobach platerowanych, a w zakładzie Wernera wytwarza wyroby ze srebra.

norblin_3

źródło: madein.waw.pl

   Pod koniec lat 70- tych XIX w  przenoszą całą produkcję  na ulicę Chłodną. Rozwijają się w szybkim tempie i wkrótce w 1882 roku wykupują fabrykę braci Buch przy ulicy Żelaznej 17 (późniejszy nr 51), zachowując prawo do użytkowania ich znaku firmowego. Od tej pory firma zmienia status na Towarzystwo Akcyjne Fabryk Metalowych pod Firmą „Norblin, B-cia Buch i T. Werner”.  W 1886 przeniesiono zakład produkcyjny z ulicy Chłodnej  na tereny przy ulicy Żelaznej. Zatrudniano wówczas  400 robotników, a wartość produkcji szacowano na 1,2 mln rubli (dane z 1893r).

20_sm_016_n_k

robotnicy fabryki Norblina (1893)
źródło:archiwumwoli.waw.pl

   Zakłady Norblina posiadały sieć sklepów firmowych w największych miastach cesarstwa rosyjskiego (Petersburg, Moskwa, Odessa, Charków, Kijów, Ryga, Wilno, Mińsk) a  przedstawicielstwo handlowe funkcjonowało nawet w  Teheranie.

   Nowa firma  wiązała się z rozszerzeniem produkcji. Do produkcji wyrobów galanteryjnych dołączają produkty walcowni: blachy, rury i druty. Zatrudnienie w 1914 wynosiło już 600 robotników. W związku z wybuchem I Wojny Światowej fabrykę ewakuowano do Rosji. To co pozostało – rozgrabili Niemcy.

   Zaraz po zakończeniu pierwszej wojny – fabryka wznawia produkcję. Szybko odzyskuje swoją pozycję na rynku. Tym razem nowe czasy wymuszają kolejne poszerzenie produkcji o dział amunicji karabinowej.

19_sm_015_n_k

walcownia blach w Norblinie

źródło:archiwumwoli.waw.pl

   Dane z  1927 r. mówią, że Spółka Akcyjna Fabryk Metalowych pod Firmą Norblin, Br. Buch i T. Werner zatrudnia w Warszawie i w fabryce w Głownie, łącznie ok. 1,8 tys. robotników.  Podstawą produkcji  stały się: rury, pręty, druty, pierścienie i paski prowadzące do pocisków artyleryjskich, przewody linowe, złącza do lin i drutów teletechnicznych, amunicja karabinowa, płaskowniki, krążki do bicia monet  itp.

23_sm_019_n_k

wnętrze fabryki Norblina  źródło:archiwumwoli.waw.pl

   Wybuch drugiej wojny światowej  praktycznie zakończył produkcję – Niemcy demontują większość maszyn i wywożą do Rzeszy. Lata okupacji były dla zakładów bardzo trudne.  Ale miały one także swój wkład w walkę z okupantem. Do dyspozycji zbrojnych oddziałów Polski oddano podziemną halę, która służyła jako strzelnica do próbnego przestrzeliwania broni – tam też produkowano broń.

   A potem tak jak z większością fabryk i prywatnych zakładów po drugiej wojnie światowej  – fabryka została znacjonalizowana (1948r.) i funkcjonowała pod nazwą: Walcownia Metali „Warszawa”.

   W 1982 r. została przekazana na cele muzealne. Wtedy to zorganizowano wielką wystawę „Warszawa walczy” poświęconą Powstaniu Warszawskiemu. W latach 90- tych XX wieku zburzono zachowane hale fabryczne pomiędzy ul. Sienną a Prostą. Powstał tu oddział Muzeum Techniki ( Muzeum Przemysłu), swoje siedziby miały tu też Muzeum Drukarstwa oraz Teatr Scena Prezentacje.

   W 2007 firma ALM DOM  nabyła 2 ha terenu zakładów za 67,5 mln zł z założeniem budowy apartamentowców, by w 2008r. teren ten sprzedać amerykańskiemu funduszowi inwestycyjnemu Patron Capital. Wówczas powołano spółkę ArtNorblin która planuje częściową rewitalizację obiektów przemysłowych. Kto wie – może to się uda i przywrócą chociaż części tej fabryki.

   I tak to się potoczyły dzieje fabryki Norblina jednej z największych fabryk przemysłu metalurgicznego w świecie.

   W moich wspomnieniach z dzieciństwa, co jakiś czas pojawia się motyw tego miejsca. Moje zabawy z chłopakami w gruzach hal produkcyjnych, nasze poszukiwania i znaleziska porzuconych, zniszczonych elementów fabryki i jej wytworów. To tam znajdowałem platerowane sztućce, fragmenty metalowych przedmiotów,  które potem znosiłem do domu lub rozdawałem sąsiadom. Myślę, że tu w tych ruinach, wśród dziwnych przedmiotów wykonanych z metalu, brązu i stali w głowie 7- 8 – latka budziły się zainteresowania techniczne. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego – co lub kogo mogliśmy spotkać w tych ruinach i zakamarkach fabryki. Teraz to nie do pomyślenia, żeby dzieciaki bawiły się w tak niebezpiecznych miejscach. Sam się dziwię jak to przeżyłem? Nie wszystko rozumiałem ale zawsze te fragmenty hal, to miejsce i jego atmosfera budziły mój szacunek.  

    Myślę, że każdy z Was jak się dobrze rozejrzy wokoło to zobaczy przedmioty, które tu w tej fabryce wykonano – i te codziennego użytku i te wielkie wspaniałe do podziwiania. Wśród licznych dzieł wykonanych w zakładach „Norblina” na szczególną uwagę zasługuje pomnik Mikołaja Kopernika, wykonany z brązu,  który stoi przed Polską Akademią Nauk.

kopernikd

źródło:www.norblin.eu

STRAŻ POŻARNA Z CHŁODNEJ I …. MAŁPY

   U nas na Chłodnej znajduje się IV Oddział Straży Pożarnej.

   Straż Ogniową w 1834 r. powołano przez Radę Administracyjną Królestwa Polskiego i zatwierdzono przez cara Mikołaja I w 1836r. Do jej obowiązków należało gaszenie pożarów, czyszczenie kominów, sprzątanie ulic w mieście i obsługa 800 latarń ulicznych.

   Uformowana i wyćwiczona Straż Ogniowa miasta Warszawy w chwili powstania posiadała: 413 pracowników, 96 koni, 20 sikawek różnych mniejszych i większych w tym 10 czterokołowych, 21 wojłoków do pokrywania dachów, 74 topory, 4 drabiny o dwóch i trzech kołach, 96 wiader blaszanych do nalewania wody w beczki, 33 beczki czterokołowe, 30 beczek dwukołowych, 4 omnibusy do przewożenia ludzi, 5 wozów rekwizytowych.

Każdy z czterech oddziałów otrzymał swoją barwę i konie jednej maści.

Historia_0020

źródło:www.warszawa-straz.pl

   IV Oddział mieścił się przy ul. Chłodnej 3 i 4 w byłych budynkach koszar Mirowskich. Otrzymał barwę zieloną i konie kasztanowate.

chlodna_koszary

źródło:www.warszawa1939.pl

   Z czasem zmieniało się wyposażenie oddziałów. W 1916 r. zakupiono samochód pożarniczy z autopompą marki Hans Lloyd. A w 1928 r. zakończono motoryzację warszawskiej straży tym samym wycofując ostatnie konie ze służby.

   W 1851 r. wzniesiono wysoką wieżę obserwacyjną. Mieszkanie komendanta straży znajdowało się na piętrze budynku przy Chłodnej. Tu także znajdowały się stajnie i wozownie. Oprócz koni w stajniach trzymano także małpy  (sprowadził je dziadek Marka Hłaski, który był komendantem straży ogniowej w koszarach mirowskich – Józef ). Były zaprowiantowane i miały swoje mundurki w kolorze strażackim (bez ubrania mogłyby obrażać poczucie moralności). Gdy strażacy ruszali do akcji – małpy wskakiwały na wozy i ciągnięte przez konie pędziły do pożaru. Stanowiły sporą atrakcję.

   Po wybuchu II wojny Warszawska Straż Ogniowa zostaje przeorganizowana i powołana do obrony stolicy.

    Po wkroczeniu okupantów pomimo ostrych restrykcji warszawscy strażacy konspirują: prowadzą szkolenia wojskowe, korzystając z pojazdów strażackich przerzucają broń i materiały wybuchowe, systematycznie pomagają społeczności żydowskiej w getcie.

Historia_0370

źródło:www.warszawa-straz.pl

   W przeddzień wybuchu Powstania Warszawskiego gestapowcy rekwirują wozy pożarnicze a wszystkich strażaków aresztują i wraz ze sprzętem wywożą do Niemiec. Budynki Straży przy Chłodnej spłonęły w 1944r. W r.1945 do wyzwolonej już Warszawy powracają pierwsi strażacy, gdzie w ruinach podejmują służbę. Do pierwszych pożarów chodzą pieszo, w cywilnych ubraniach ciągnąc za sobą dwukołowy wózek z bardzo skromnym wyposażeniem.

   Obecnie Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej m. st. Warszawy to 17 Jednostek Ratowniczo-Gaśniczych w tym 6 specjalistycznych oraz 7 wydziałów dbających o bezpieczeństwo mieszkańców stolicy. Jedną z takich jednostek jest Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 4, ul. Chłodna 3.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

źródło:www.warszawa1939.pl

NA NASZYM KERCELAKU…

Jeśli opowieści z Chłodnej to nie może zabraknąć naszego Kercelaka.

   To targowisko powstało wkrótce po powstaniu styczniowym. Funkcjonowało od 1867 do 1944r – i było ono największym targowiskiem przedwojennej Warszawy. Jego nazwa pochodzi od nazwiska Józefa Kercelego, właściciela kilku placów w tym rejonie, które kupił od niego Urząd Miasta, by stworzyć tam miejsce handlu dla mieszkańców stolicy. Przeniesiono tu stragany z placu Grzybowskiego.

   Zajmował wielkość około półtora hektara i rozpoczynał się w rejonie ulic Chłodnej i Towarowej idąc ku Ogrodowej oraz Leszno (dzisiejszy odcinek Alei „Solidarności” od ulicy Wroniej do ulicy Młynarskiej oraz wschodnia część ulicy Okopowej).

33d6f65c3065d34aafe920e1a3a98e1e

źródło:wawalove.pl

   Tu mogłeś kupić wszystko. To miejsce żyło własnym życiem – tu rządziły inne prawa. Społeczność pracująca tu i odwiedzająca codziennie to miejsce stworzyła własną gwarę. Tu oprócz zwykłych sprzedawców i przyjezdnych mogłeś spotkać ciemną stronę bazaru – czyli cały margines społeczny – drobnych złodziejaszków, prostytutki (według wyliczeń funkcjonariuszy, działało około 25 000 prostytutek w Warszawie) oraz bandytów wymuszający haracze (gang Tasiemki czy Rojzy). Często dochodziło do rękoczynów:  w ruch szły pięści, kastety i noże. Nierzadko lała się krew.         I oczywiście nikt- nic nie widział…

   Ponieważ bazar znajdował się między budynkami mieszkalnymi to mieszkańcy Warszawy dojeżdżali tutaj tramwajami. Stragany zostały ustawione według branży, którą obejmowały. Cały plac wybrukowany był kamieniem polnym poprzecinanym cementowymi chodnikami, przy których stała niezliczona ilość drewnianych budek i straganów. Między tymi budkami  spotkać można było mieszkańców okolicznych wsi sprzedający płody rolne i w zamian kupujących ubrania.

76_1284628484

źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl

    Oprócz budek i straganów towar sprzedawano z walizek lub z ręki. Kupiłeś tu towar zwykły i koszerny. Ceny były przystępne. Można było posłuchać płyt z gramofonu, zagrać w różne gry typu:” ruletka” „bączek”, „trzy miasta”, „trzy karty”, „kostki” czy „para – nie para”. Tak czy siak – raczej straciłeś, niż zarobiłeś…

kercelego05

źródło:dintojra.blogspot.com

   Amatorów zwierząt zapraszano na Okopową – w tej części handlowano nie tylko gołębiami, papugami, psami i kotami – ale jak wieść niesie,  można było kupić tygrysa bengalskiego, jeśli oczywiście ktoś sobie ” winszował”.

150_1261932513

źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl

   We wrześniu 1939 r. w spłonęły niemal wszystkie stragany i budki. Za to już w połowie października 1939 r. postawiono 113 nowych stoisk.

   Pod okiem Niemców  handlowano poszukiwanymi towarami : naftą do lamp, olejem spożywczym, chlebem, lekarstwami, „rąbanką”, wódką, bronią a także fałszywymi dokumentami. Zresztą Niemcy chętnie sami zaopatrywali się tam w nielegalne – ale jakże potrzebne im rzeczy np. wszy, które gwarantowały im czasowe zwolnienie ze służby wojskowej.

    Przy kolejnych bombardowaniach w 1942r. – tym razem sowieckich znowu spłonął praktycznie cały bazar. W 1944 na kilka miesięcy przed wybuchem Powstania Warszawskiego – Niemcy zlikwidowali go całkowicie. Handlarze przenieśli się w rejon placu Żelaznej Bramy .

   Kercelak nigdy już nie odzyskał swojej świetności. Jego ostateczny upadek przypieczętowała budowa trasy W-Z.

   Być może współczesną funkcję tego naszego Kercelaka miał spełnić Jarmark Europa na dawnym Stadionie Dziesięciolecia. Ale to już nie było to samo. Tu nie było tego gwaru, nawoływania, hałasu – atmosfery starej Warszawy.

U chłopaków….

   Na naszej ulicy mamy swoich bohaterów. Chcieliśmy ich uczcić dlatego przy rewitalizacji ulicy nadaliśmy imiona drzewom posadzonym na skwerze św. Jerzego przed kościołem św. Boromeusza.

6a3cad8f011af884bbc041543195f22c

źródło:tvnwarszawa.tvn24.pl

    Antek K – Antek z Woli, Rysiek M – Ryś. Obaj zginęli w Powstaniu Warszawskim. Nawet ich nie poznałem. Starsi tylko opowiadali o nich legendy: o ich odwadze, męstwie,  o poświęceniu. Byli dla nas wzorem.

   Takim, naszym bohaterem był „Srokosz”. Poznałem go. Mieszkał w piwnicy kamienicy pod numerem 22. Kiedyś wdrapał się po gruzach w pewny zimowy dzień na odsłonięty balkon kamienicy pod 18. Ulepił ze śniegu olbrzymią pigułę i naszpikował ją kawałkami cegieł. Wyczekał moment, gdy pod balkonem przechadzał się jeden z milicjantów – tajniaków. Zwalił na niego tą całą konstrukcję śniegową – wprost na głowę. Biedak natychmiast zapadł w „głęboki sen” – dobrze, że nie na wieczność. Srokosz nie za bardzo lubił się z milicją obywatelską. Zmarł w wiezieniu na Rakowieckiej.

   Z okresu „Solidarności” wsławiło się dwóch: Włodek K. i Andrzej J. Włodek prowadził konspiracyjną dziuplę z bibułą i książkami zakazanymi przez władzę. U niego także ukrywali się obecni prominentni z pierwszych stron gazet. Andrzej zaś ukrywał radzieckiego żołnierza, który podczas stanu wojennego uciekł z koszar w Legnicy. Andrzej go uratował i pomógł wyjechać do Francji. Powstała o tym książka.

250px-Skwer_Ksiedza_Jerzego

źródło: warszawa.wikia.com

  Myślę, że ksiądz Jerzy gdy spojrzy z góry na tę rekomendację w postaci drzewek ich imienia nie będzie miał zastrzeżeń. Kiedyś to był ich skwer: tu biegali, grali w piłkę, służyli do mszy jako ministranci a niektórzy z nich byli zawodnikami Warszawskiej Polonii.

   Przy skwerze jest fajna restauracja „u chłopaków”. Dobra nazwa w dobrym miejscu. Ja dobrze się tu czuję

życie w gruzach….

   Pamiętam jak wyglądała moja ulica dwa, trzy lata po wojnie. Zwały  gruzów po zawalonych kamienicach nad którymi górował zburzonych kościół św. Boromeusza. „Kamienica pod zegarem” nie miała dachu. Po parzystej stronie ulicy stały tylko przednie ściany kamienic. Szkoda, że jakiś komunistyczny urzędnik kazał je do rozebrać do samej piwnicy.

495288

Kamienica pod Zegarem, źródło:archiwum.rp.pl   

   Zamieszkałem z rodzicami na pierwszym piętrze „Kamienicy pod zegarem”. Ojciec dogadał się z jakimś murarzem i  odremontowali mieszkanie. Zanim to nastąpiło spaliśmy na podłodze i ogrzewaliśmy się „kozą”. Pośrodku pokoju w którym mieszkaliśmy w podłodze była ogromna dziura wybita przez bombę z któregoś nalotu. Bomba nie wybuchła ale narobiła szkód przebijając strop i kolejne piętra. Spoczęła na parterze naszej kamienicy. Dziurę w podłodze przykryliśmy deskami a kobiety:  moja mama z sąsiadkami na kocu wyniosły niewypał na skwer przed kościołem, tam gdzie obecnie jest skwer św. Jerzego. Wyobrażam sobie, co teraz by się działo gdyby ktoś odkrył taki niewypał… Zamknięte pół dzielnicy, ewakuowani mieszkańcy, szpitale w pełnej gotowości – a wszystko w relacjach telewizyjnych…  Wtedy – to było na porządku dziennym. Nie wszystkim jednak udawało się przeżyć własnoręczne pozbycie niewybuchów.

  65342_6d9960d3b

Skwer przed kościołem św. Boromeusza, źródło:www.kulturalna.warszawa.pl   

   W kuchni naszego mieszkania, która służyła także za łazienkę znajdowało się małe okienko wychodzące na studnię naszej kamienicy, tzw. ślepe podwórko. Którejś nocy usłyszeliśmy hałas dochodzący stamtąd – jakby z dna tejże studni. Z początku myśleliśmy, że to koty tak harcują ale drugiej nocy hałasy się powtórzyły. Wkrótce wyraźnie usłyszeliśmy wołanie o pomoc. Okazało się, że był to poszukiwacz żydowskich skarbów: złota, biżuterii i czego jeszcze nie wiem. Spadł do studni i spędził tam dwa dni i dwie upojne noce. W końcu osłabł od wdrapywania się na mur i gdy zaczął mu zbytnio doskwierać głód – zdecydował się krzyczeć o pomoc. Wyciągnęliśmy z ojcem stamtąd tego gada i darowaliśmy wolność.   

   W kamienicy pod numerem 20 zamieszkiwali przed wojna i w czasie wojny żydowscy bogacze. Można było się spodziewać niesamowitych skarbów ukrytych w ocalałych murach mieszkań czy piwnicach. W czasie Powstania Warszawskiego przekuto przejścia w ścianach mieszkań i piwnic – tworząc labirynty przejść naziemnych i podziemnych. Można było znaleźć w tych zakamarkach sporo „dobra” po wymordowanych mieszkańcach getta. Takimi poszukiwaniami trudnili się właśnie tacy ludzie jak ten wyciągnięty z naszej studni. O zasypane w gruzach dobra toczyliśmy z szabrownikami bitwy.   

   W piwnicach ulicy Chłodnej znajdowały się magazyny różnych firm i firemek. Ja też znajdowałem tam skarby. Dla mnie i moich kolegów były nimi łożyska kulkowe – z których mogliśmy zrobić na przykład hulajnogi. Udało się także zrobić dla kalekiego kolegi wózek pod siedzenie, by mógł z nami się wspólnie przemieszczać wzdłuż całej ulicy. W innej piwnicy znaleźliśmy setki szpul nici oraz różne materiały do szycia odzieży – ale to już  zagospodarowały nasze mamy. Znajdowaliśmy wśród gruzów mnóstwo platerowych sztućców. Obdarowywaliśmy nimi mieszkańców Chłodnej, którzy nie mieli co jeść ale za to mieli do tego eleganckie przybory.

   Na naszej ulicy otworzył wkrótce sklep pan Kurek. Sprzedawał w nim chleb i ziemniaki a za Żelazną Bramą ktoś otworzył sklep z końskim mięsem. Zresztą tych pożytecznych zwierząt na Chłodnej pojawiło się wiele. Ciągnęły załadowane gruzem wozy.

ruiny_w_kolorze_henry_cobb_9687

źródło:archirama.muratorplus.pl   

    W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych część chłopaków przeniosła się na Cmentarz Wolski. Część zmieniła dzielnice, choć i tak zawsze wracali na Chłodną – tak jak i ja.

Chłopaki z Chłodnej – stracone dzieciństwo?

   Urodziliśmy się wszyscy na Mirowie parę lat przed wojną. Było nas około dwudziestu. Obecnie jest nas tylko trzech…

   Najstarsi zginęli w Powstaniu Warszawskim, nieco młodszych podobny los spotkał w ubeckich więzieniach. Najmłodszych los nieco oszczędził. Co prawda dwóch z nich zostało mocno okaleczonych. Wracali  po wojnie z rodzicami.  Większości z nich tylko z matkami, bo ojcowie poginęli lub nie potrafili się odnaleźć w obecnej rzeczywistości i powoli zapijali się na śmierć.

bk2

źródło:www.powstanie.pl

   Ci chłopcy musieli być zrobieni z dobrego przedwojennego materiału. Wytrzymywali cały ten bajzel, który ich otaczał. Teraz taki dzieciak miałby zaraz wokół siebie specjalistów, terapeutów, opiekę społeczną  albo w najgorszym wypadku trafił do Pogotowia Opiekuńczego lub Domu Dziecka. Fura ludzi byłaby zatrudniona do opieki nad nim i monitorowania jego postępów w adaptacji społecznej…. Wtedy – jak się któryś dostał na Gęsiówkę albo co gorsza na Rakowiecką jedyną terapię mogli mu zafundować  kumple z dzielnicy lub koleżanka z sąsiedniej kamienicy.

zofia_chometowska_robotnicy_porzadkujacy_gruzy_6009

źródło:archirama.muratorplus.pl

Tych chłopaków można podzielić na dwie grupy.

   Pierwszym – należy się szacunek. Mieli oni swoje zasady i przekonania, którym  byli zawsze wierni. Za  to ścigała ich władza. Siedzieli w więzieniach za te przekonania. Ci mieli najgorzej. Czekało ich długoletnie więzienie i kontakt z oprawcami, którzy na koniec życia fundowali im pochówek w worku po cemencie. Ich ostatnim miejscem spoczynku były Pola Mokotowskie lub Dolinka Służewiecka we wspólnych dołach, kopanych nocą.

   Ci co przeżyli to piekło, już jako dziadkowie opowiadali mi, że konspiracja i udział w Powstaniu Warszawskim to był najpiękniejszy okres w ich życiu. I nie chodziło o strach, ból i ewentualną  śmierć ale o poczucie godności i sprawiedliwości – o zasady którym byli wierni, w które wierzyli i dla których walczyli.

Powstanie_Warszawskie_Patrol_Agatona-599x275

źródło:wmeritum.pl

   Drudzy – to ci , których wojna doszczętnie zdemoralizowała. Pewnie nie warto o nich wspominać. Okradali, bili i tak już zmaltretowanych ludzi. W ich przypadku żadna forma resocjalizacji by im nie pomogła. Wyeliminowali się sami lub pomogli im w tym ludzie z Milicji Obywatelskiej.

Opowiem Wam później o tych chłopakach i ich losach, bo zasługują na to…

Ciekawa współczesna konstrukcja – DOM KERETA.

Chłodna to nie tylko przeszłość – ale także przyszłość w jej ciekawych miejscach.

   Zaraz po przejściu przez ulicę Żelazną na parzystą stronę Chłodnej możemy zobaczyć zadziwiającą budowlę. Właściwie trzeba się dobrze przyjrzeć, bo to najwęższy dom na świecie. Pomiędzy peerelowski blok z lat 60 przy ul. Chłodnej 22 i przedwojenną kamienicę przy ul. Żelaznej 74 wciśnięto „artystyczną instalację”.

DOM-KERETA_wersja3-zelazna_3

źródło: www.domkereta.pl

   Wyczytałem, że to forma „insertu pomiędzy dwoma budynkami, reprezentującymi różne epoki w historii Warszawy”. Działka, na której stoi dom, ma w najszerszym miejscu 152 centymetry, a w najwęższym – 92 centymetry. Najwęższy dom świata ma konstrukcję ze stali. Jest zbudowany na kształt prostokątnego trójkąta z przeszklonym dachem. Na drugiej kondygnacji zamontowane są: kuchnia i łazienka. Trzecia kondygnacja wyposażona została w: biurko, łóżko i regał. Do części mieszkalnej wchodzi się z pierwszej kondygnacji przez podnoszoną klapę ze schodami, a do pomieszczeń na dwóch pozostałych kondygnacjach po drabinach. Jednak mimo nazwy dom nie spełnia on polskich przepisów dla lokalu mieszkalnego, przez co nie jest obiektem stałym (nie można w nim uzyskać zameldowania).

DOM-KERETA_wersja3-z-zamknietymi-schodami_1

źródło: www.domkereta.pl

   Patronem projektu jest Etgar Keret , izraelski pisarz. Stąd nazwa tego miejsca Dom Kereta (pełna nazwa: Ermitaż – Dom Kereta). Był pierwszym mieszkańcem domu, kolejnymi lokatorami zostaną artyści wyłonieni przez jury z Keretem na czele. Przeznaczenie tego miejsca to centrum działań twórczych dla artystów i intelektualistów z całego świata.

   Lokalizacja w pobliżu kładki łączącej w czasach okupacji hitlerowskiej dwie części warszawskiego getta wiąże się z losami rodziny Etgara Kereta, która pochodzi z Warszawy i którą w czasie II wojny światowej uwięziono w getcie.

   Miałem przyjemność spotkania z Etgarem Keretem  a to dowód tego spotkania.

20140316_122520_resized

Chłodna 25

  

warszawa-chlodna-25

źródło: fotoadres.pl

   Róg ulicy Żelaznej i Chłodnej – stoi tu przedwojenna, modernistyczna pięciopiętrowa kamienica zbudowana w latach 1937/1938 – projektu Edwarda Hersteina.

   W czasie II wojny światowej naprzeciw niej znajdowała się drewniana kładka dla pieszych łącząca „małe” i „duże” getto.

Polen, Ghetto Warschau, Drahtzaun

źródło: http://mapa.targeo.pl

   Tu także znajdowała się komenda obwodowa policji granatowej i posterunek żandarmerii niemieckiej, tzw. Nordwache („strażnica północna”). Krótko przed wybuchem Powstania Warszawskiego Niemcy dobudowali do gmachu od strony ulicy Żelaznej bunkier z gniazdem karabinów maszynowych, a od strony ulicy Chłodnej zainstalowali na balkonach stanowiska strzeleckie. Wokół ustawili zasieki z drutu kolczastego.

12883

źródło:http://fotopolska.eu

   W tym budynku było także miejsce kaźni obywateli polskich i żydowskich.

Podczas powstania zadanie zdobycia twierdzy otrzymali żołnierze batalionu „Chrobry I” dowodzeni przez kpt. Gustawa Billewicza „Sosnę”. Akcja rozpoczęła się 3 sierpnia 1944 roku.  Powstańcy zdobywali piętro za piętrem.  Niemcy zaczęli uciekać ze swoich stanowisk na teren getta. Zostali jednak pojmani. Po zajęciu Nordwache powstańcy uwolnili kilkudziesięciu cywilów przetrzymywanych w piwnicach. Znaleźli też mundury, broń i amunicję. Po zdobyciu Pasty to druga taka brawurowa akcja powstańców.

   Budynek przetrwał II wojnę światową. A o zdobyciu Nordwache przez powstańców zaświadcza tablica pamiątkowa zawieszona na ścianie od strony ulicy Chłodnej. Miejsce oznaczone brązową kostką na chodniku to usytuowanie bunkra znajdującego się tu 70 lat temu.

nordwacha

 źródło: warszawa.wikia.com

   Obecnie mieści się tutaj klubokawiarnia Chłodna 25. Dobre miejsce spotkań i spędzenia fajnie czasu.

   I gdy siedzę tutaj nad dobrą kawą i ciastkiem,  myślę o tych ludziach siedzących w piwnicy tego budynku latem 1944 roku. Wystraszonych, rannych, obolałych, głodnych…. Mój Boże – oby nigdy więcej…….

Dobrzy i źli….

   W czasie okupacji hitlerowskiej tam gdzie teraz mieści się apteka homeopatyczna była restauracja dla Niemców. Atrakcją tego miejsca był śpiewający i tańczący murzyn. Skąd wziął się w tak niespokojnym czasie w okupowanej stolicy?  Zawieruszył się? Podobno przed wojną był pracownikiem którejś z ambasad. Co się z nim potem działo – nie wiem.

   Kiedy kamienica znalazła się na terenie getta mieszkania na froncie zajęli prominenci żydowscy. W  domu Chłodna 20 mieszkał Adam Czerniaków. 

169px-Czerniakow

Adam Czerniaków   źródło: wikipedia.org

   Uzyskał dwa dyplomy inżyniera z dziedziny chemii na Politechnice Warszawskiej, drugi na Wydziale Przemysłowym Politechniki w Dreźnie. W 1909 był więziony przez władze carskie za działalność niepodległościową. Przez wiele lat był radcą Gminy Żydowskiej w Warszawie. Był także autorem licznych prac naukowych. W maju 1930 zdobył mandat senatora z listy Bloku Mniejszości Narodowych – choć nigdy nie zasiadł w Senacie. 23 września 1939 został mianowany przez prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego komisarycznym prezesem Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Warszawie. Niemcy podtrzymali jego stanowisko po wkroczeniu do stolicy a od 4 października 1939 stanął na czele Judenratu w getcie warszawskim. Współorganizował opór cywilny ale także opiekę społeczną, tworzenie podziemnego archiwum getta, utrzymywał kontakty z działaczami konspiracji. Oficjalnie przeciwstawiał się dążeniom do zbrojnego wystąpienia.

   W lipcu 1942, odmówił podpisania obwieszczenia o przymusowym wysiedleniu Żydów, które oznaczało wywożenie ich do obozów zagłady. 23 lipca wieczorem, w dzień po rozpoczęciu przez Niemców masowych deportacji, popełnił samobójstwo w swoim gabinecie w gmachu Gminy Żydowskiej przy ul. Grzybowskiej 26/28.

   Adam Czerniaków został pochowany w Alei Zasłużonych na cmentarzu żydowskim przy ulicy Okopowej w Warszawie.

453px-POL_Warsaw_Kamienica_pod_Zegarem_Chlodna_Street

źródło: wikipedia.org

Kamienica pod Zegarem w której od 13 grudnia 1941 aż do swojej śmierci mieszkał Adam Czerniaków.

   Z powstania ocalały pamiętniki Czerniakowa („Adam Czerniakow Warsaw Ghetto Story”, wyd. Żydowskiego Instytutu Historycznego Jad Waszem), które dają obraz życia w getcie.   „Na ulicach leżą trupy, a w wytwornych restauracjach odbywają się tańce”(….) ”Poleciłem sprowadzić dzieci Izby Zatrzymań… Były to żywe kościotrupy rekrutujące się z żebraków ulicznych… Wstyd mi powiedzieć, że tak dawno nie płakałem. Dałem im po tabliczce czekolady. Potem otrzymali zupę. Przekleństwo tym z nas, co sami jedzą i piją, a o tych dzieciach zapominają”.  Każdy chciał przetrwać. Nieważne było jakim kosztem. Przekupstwo, donosicielstwo, wysługiwanie się Niemcom, łapownictwo były na porządku dziennym.

źródło:YOUTUBE

     Abraham Gancwajch uzyskał tradycyjną edukację żydowską, miał nawet dyplom rabina, znał cztery języki ” niemiecki, polski, żargon i hebrajski ” przed wojną wykładał język hebrajski i pisywał do gazet. Był założycielem tzw „13-ki” (biuro znajdowało się na ul. Leszno, Nr 13). Przejęli administrację dużej ilości domów mieszkalnych w getcie. Lokatorzy kamienic w getcie walczyli o umieszczenie swego przedstawiciela na tej tak ważnej placówce. Po prawdzie 13-ka była specjalną agencją, złożoną z informatorów i sługusów Gestapo, która powstała w getcie, pomimo że tak Judenrat, jak i policja żydowska skrupulatnie wykonywały niemieckie rozkazy. Abraham Gancwajch został przewodniczącym Urzędu do Walki z Lichwą i Przekupstwem. Praktycznie był zwykłym szpiegiem, prowokatorem oraz dywersjonistą. Jego działalność polegała na demoralizowaniu getta przez perswazję i tłumaczenie, że zwycięstwo Hitlera jest nieuniknione, więc opór bezcelowy.

    Gancwajch dorobił  się dużych  pieniędzy pełniąc swoją funkcję – pobierał łapówki od  około stu kamienic na ul. Leszno. Od Niemców dostawał przepustki z getta na aryjską stronę i sprzedawał je po ogromnych  cenach. Ludzie płacili mu fortuny za zakup różnych przywilejów, przemycie ludzi na stronę aryjską, na zwalnianiu więźniów, unieważnianiu spraw cywilnych.

 gancwajch

Abraham Gancwajch   źródło: http://www.ivrozbiorpolski.pl

    Wyrok śmierci  wydało na niego żydowskie i polskie podziemie. Nie udało się go wykonać. Prawdopodobnie został zabity przez Niemców w 1943, ale jego los nie został potwierdzony. Krążyły  różne plotki o jego losach powojennych (miał rzekomo współpracować z NKWD albo wyemigrować do Izraela) jednak i to nie zostało potwierdzone.

CHŁODNA 28 I CUKIERNIA SOMMERA

   Kamienica Chłodna 28 (róg Żelaznej) to była piękna secesyjna kamienica. Na rogu była elegancka cukiernia Karola Sommera. Sommer posiadał jeszcze fabrykę biszkoptów i czekolady na Chłodnej pod numerem 40

   W latach 20 spotykało się tu wielu ciekawych ludzi. W cukierni spotykali się fabrykanci, właściciele bogatszych sklepów, sławni sportowcy jak zapaśnicy: Władysław Pytlasiński – z zawodu rzeźnik, mistrz świata w zapasach 1900 i trener, Jan Cyganiewicz, pseud. Zbyszko I) – uczeń Pytlasińskiego, polski zapaśnik o międzynarodowej sławie zarówno w walce klasycznej, jak i wolno-amerykańskiej, Tadeusz Sztekker – atleta, jeden z najpopularniejszych polskich zapaśników okresu międzywojennego i dwukrotny mistrz świata, oraz Kazimierz Okulicz.

   Z tym ostatnim wiąże się ciekawa anegdota. Opowiadał mi ją Lucjan Sosnowski polskizapaśnik, dwukrotny olimpijczyk, 14 -krotny mistrz Polski, wojskowy. Kazimierz Okulicz arystokrata, prawnik był  posłem na Sejm II kadencji w latach 1928–1930 i ministrem sprawiedliwości w rządach RP na uchodźstwie.

   Już jako dziewięćdziesięciolatek przychodził do hali Legia Warszawa popatrzeć na treningi zapaśnicze – dopingował właśnie Sosnowskiego. Był eleganckim, sprawnym fizycznie mężczyzną. Świadczy o tym fakt, iż właśnie wtedy rozłożył dwóch tajniaków, którzy weszli mu w drogę i nawet sie przy tym nie spocił. Zresztą nie przejął się całym zajściem, tylko wyszedł na świeże powietrze „łapać promienie słońca”. W swoim testamencie zaznaczył, żeby pochowano go w pozycji na boku. Nigdy nie przegrał żadnej walki, nikt go nie położył na łopatki to i teraz nie chce tak leżeć.

   Bywał tutaj sam słynny kasiarz „Szpicbródka” czyli Stanisław Antoni Cichocki – włamywacz-kasiarz, działający na terenie II Rzeczypospolitej.

źródło:laurahuta.blogspot.pl.com

  Legendarny król kasiarzy, włamywacz, dżentelmen.Pseudonim zawdzięczał swojej blond bródce. Elegancki, wykwintny, wykształcony – znał kilka języków obcych. Wsławił się rabunkami kilku banków. Podczas jednej z rozpraw sądowych zapytany o zawód odpowiedział bez zająknięcia: „Złodziej włamywacz”. A potem dodał: „Jestem niewinny”. Kilkakrotnie trafiał do więzienia a w przerwach rabował kolejne banki.Został zwolniony z więzienia w 1939 roku, gdy wybuchła II wojna światowa. Dalej, przez obszar ZSRR z Armią Andersa przedostał się do Iranu, a potem Afryki. Jego dalsze losy nie są znane. Prowadził bogate życie towarzyskie, przebywał w warszawskich środowiskach artystycznych, głównie kabaretowych i teatralnych; był także właścicielem kabaretu „Czarny kot”. Był częstym bywalcem znanych restauracji – widywany także w towarzystwie śmietanki półświatka i przedwojennych kasiarzy: Adama Sempela, Mariana Andrzejczaka, Wacława Daszkiewicza. W pierwszej połowie lat dwudziestych porzucił napady, zostając doradcą i konsultantem technicznym innych włamywaczy.  Nadzorował szkołę kasiarzy, która mieściła się właśnie na Chłodnej w warsztacie elektromechanicznym (róg Towarowej), gdzie oficjalnie prowadzono usługi elektromechaniczne. Zaś na ulicy Krochmalnej mieściła się szkoła dla doliniarzy (kieszonkowców) – ale to była całkiem inna kasta ludzi…

 

ZBRODNIA PRZY CHŁODNEJ 26

   Jest dwudziesty pierwszy lipca 1942r. Gorąco.  W powietrzu wyczuwalny jest niepokój. Chodzą słuchy, że Niemcy „coś szykują” . To dzień przed planowaną ewakuacją Żydów.

   Ulica Chłodna 26 – to część getta tak zwana „dobra” gdzie mieszkali Żydzi stosunkowo uprzywilejowani.

   Na drugim piętrze tej kamienicy mieszka 54 letni Abe Gutnajer z dziesięcioosobową rodziną – jeden z największych światowych kolekcjonerów i marszandów. Jego pieniądze i koneksje potrafiły zapewnić rodzinie relatywnie dobre warunki mieszkania w tym miejscu.

   Jednak dwa lata pobytu w getcie zrobiły swoje – Abe był w złym  stanie fizycznym, miał poważne zmiany zwyrodnieniowe (gruźlicze) przez co nie był w stanie chodzić. Potrzebował pomocy medycznej. Właśnie odbywał się zabieg chirurgiczny, który miał mu przywrócić sprawność poruszania się.

    Pod dom podjeżdża samochód ciężarowy. Wysiada z niego czterech  żołnierzy w mundurach SS. Bez pośpiechu wchodzą na drugie piętro kamienicy Chłodna 26.  Ich wejście obserwuje z podwórka dozorczyni domu.

   Z jej relacji wynika, że esesmani weszli do mieszkania zajmowanego przez Abe.

   Po chwili słychać dziesiątki wystrzałów karabinowych. Dozorczyni ucieka do swojego mieszkania, zamyka się i modli aby strzały wreszcie ustały… Po godzinie od chwili, gdy  ucichły przerażona kobieta idzie do mieszkania Gutnajera. To co widzi jest przerażające. Mieszkanie jest zdemolowane a na podłodze leży dziewięć zakrwawionych ciał.

   W kolejnym pomieszczeniu na stole leży ciało samego Abe ze śladami  dwóch kul w głowie. Właśnie odbywała się operacja. Śmierć zastała go w narkozie operacyjnej.

   Pod ścianą leżą trzy trupy. Jest to prof. dr Franciszek Raszeja i drKazimierz Pollak oraz kobieta – pielęgniarka ze szpitala PCK przy ulicy  Smolnej 6. Wszyscy zginęli od strzałów w głowę.

Prof. Franciszek Raszeja                                                                                  źródło:baltia.bloog.pl

Dr Kazimierz Pollak                                                              źródło:ofiaromwojny.republika.pl  

    Doktor Pollak wezwał profesora Raszeję znanego ortopedę, specjalistę patofizjologii i patomechaniki stawów na konsultację i zabieg do Abe. Wiedział, że ten nie odmawia pomocy – mimo tego, iż kilka osób próbowało go od tego odwieźć (to był „niebezpieczny czas”).Profesor od dłuższego czasu utrzymywał stały kontakt z gettem i potajemnie dostarczał tam żywność, leki i szczepionki. W szpitalu przy Smolnej 6, prowadził zajęcia z medycyny Tajnego Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Ziem Zachodnich. Wśród konspiracyjnych studentów organizował zbiórkę krwi, którą później za pośrednictwem doktora Pollaka i Ludwika Hirszfelda przekazywał szpitalom w getcie.Profesor otrzymał przepustkę do getta i zamierzał udzielić pomocy Abe.

   Wkrótce Niemcy przewożą ciała pomordowanych na Cmentarz Żydowski przy ulicy Okopowej na Woli. Wrzucają je do dołu i posypują wapnem. W tym samym czasie współpracownicy zaczynają poszukiwać profesora i trafiają na Chłodną 26. Tam dowiadują się od dozorczyni co się stało i odnajdują ciała pomordowanych na cmentarzu. W kieszeni profesora znajdują klisze rentgenowskie. W porwanym ubraniu i bez butów przewożą jego ciało do kaplicy szpitalnej i urządzają mu honorową mszę. Profesor  Franciszek Raszeja spoczął w rodzinnym grobie obok swojej żony na Cmentarzu Powązkowskim.

   Kto dokonał tak bestialskiego morderstwa? Z relacji wynika, że rozkazy wydawał esesman a towarzyszyli mu uzbrojeni funkcjonariusze pomocniczych formacji policyjnych złożonych m.in. z Litwinów i Łotyszy. To był typowy napad rabunkowy, który życiem przypłaciło tyle osób.

            W pierwszej połowie 2014 roku na skrzyżowaniu ulicy Chłodnej z Żelazną odbędzie się uroczystość oraz umieszczenie tablicy pamiątkowej upamiętniającej bohaterska śmierć profesora i jego współpracowników.

A W NASZEJ KAMIENICY POD 20-TKĄ…

   Mimo tego gruzowiska wiele kamienic na Chłodnej było w dobrym stanie. W ruinach w każdej wolnej chwili bawiliśmy się z chłopakami w wojnę: rzucaliśmy w siebie wymyślonymi granatami, paradując w prowizorycznych hełmach. Potem te domy cacuszka kazali rozebrać, aż za ulicę Białą do Elektoralnej. Furmankami wywozili gruz. 

   Do naszej kamienicy przylgnęły opowieści, których młodzi słuchali, jak bajki o żelaznym wilku.Tu w latach dwudziestych ubiegłego wieku mieszkał Pantaleon Karpiński, prawa ręka Łukasza Siemiątkowskiego niejakiego „Tasiemki” oficjalnie – radnego stolicy w wolnej Warszawie, bliskiego współpracownika Józefa Piłsudskiego. Tasiemka był działaczem Organizacji Bojowej PPS. Zarządzał 14-osobowym gangiem. On i jego koledzy terroryzowali właścicieli straganów na Kercelaku, zmuszając do przyjęcia opieki ludzi z ferajny „Taty Tasiemki”. Jego macki sięgały nawet dalej – wymuszano pieniądze od okolicznych sklepikarzy,  ze wszystkich domów publicznych, z innych targowisk, a  także innych miejscowości: Pruszkowa i Grodziska Mazowieckiego. Koszt takiej usługi wynosił minimum 50 zł miesięcznie. Jeśli nie chciało się mieć zdemolowanego stoiska i zniszczonego towaru oraz kilku siniaków – trzeba było płacić. To jednak Karpiński był prawdziwym postrachem handlarzy z „Kercelaka”. To on codziennie w otoczeniu kilku przybocznych egzekwował haracze, wymierzał kary, rozsądzał spory – i był w tym bezwzględny. Krążyły słuchy o jego nadzwyczajnym talencie i pamięci matematycznej. Zawsze wiedział kto , ile i kiedy.

źródło :www.warszawa.pl

Zdjęcia Karpińskiego znalazły się w zakładzie fotograficznym pani I.Strzemiecznej przy ul. Chłodnej 20.

   Tasiemka dwukrotnie siedział w Cytadeli a nawet dostał wyrok śmierci. Uratował go na trzy dni przed przewidywaną egzekucją Odzyskanie Niepodległości 11 listopada 1918r. Kilka lat później odznaczono go Krzyżem Niepodległości z uwagi na działalność polityczną.Jednak z powodu zatajenia swojej karalności – wkrótce ten order mu odebrano. W 1932 roku po procesie za działalność przestępczą został skazany na 2 lata więzienia. Miejsce po gangu „Tasiemki” zajęła banda niejakiej „Rojzy”. Po rozpoczęciu II wojny światowej porzucił przestępstwo na rzecz działalności w podziemiu. Na jesieni 1942, został aresztowany przez Niemców i osadzony na Pawiaku. Stamtąd w styczniu 1943 przetransportowano go do obozu koncentracyjnego na Majdanku w Lublinie, gdzie zmarł w 1944r. na tyfus.

   O losach Karpińskiego niewiele wiadomo. W 1932 roku dostał wyrok i otrzymał 6 lat ciężkiego więzienia. Był to najwyższy wyrok jaki dostał gangster z ferajny „taty Tasiemki”. Na Chłodną już nie wrócił.

   Teraz do ściany szczytowej kamienicy przylepił budę z kebabami jakiś turecki biznesmen. Nad budą widnieje agresywna reklama jakiegoś banku. Nie podoba mi się. Wspólnota kamienicy postarała się i odnowili front budynku – ale daleko jeszcze do pełnej rewitalizacji. Pewnie realizacja mocno przekroczyła budżet inwestycji. Ale dobre i to.

   Powiem Wam, że ta kamienica widziała wiele, wiele ciekawych ale także tragicznych zdarzeń. Mógłby powstać z tego piękny film…

A IŚĆ TRZEBA DALEJ…. (MÓJ DOM)

   Tajemnica osób ze zdjęć została nierozwikłana. Póki co. Jeszcze do tego wrócę. Mój spacer powinien trwać dalej.

   Wracam na Chłodną – tym razem pod moją rodzinną kamienicę. Ulica Chłodna 20 – tu się urodziłem, tu chowałem, tu żyłem… Mieszkałem w „Kamienicy Pod Zegarem”.

   Zanim się urodziłem rodzice mieszkali w drugim podwórku kamienicy przy ul.Chłodnej 20 w mieszkaniu na trzecim piętrze. Tam matka służyła u swojej ciotki, która przygarnęła ją jako sierotę. Czynsz okazał się zbyt wysoki, toteż rodzice zaczęli myśleć o przeprowadzce. Kiedy tylko ojciec dorobił się jeżdżąc na taksówce, kupili ruderę przy ul. Krochmalnej.To prawdopodobnie tam w 1939 r. na świat przyjęła mnie akuszerka. W księgach kościelnych u św. Karola Boromeusza spisano, że „z ulicy Krochmalnej przyszedł Ł….  Jan z praczką i woźnicą. Chcą ochrzcić dzieciątko”. W trakcie okupacji musieliśmy przenieść się na ulicę Wronią. Na Chłodnej było getto. W czasie powstania ojciec brał udział w walkach, a ja z matką trafiłem do obozu w Pruszkowie, później do Łowicza. Na Chłodną 20 powróciliśmy dopiero w 1945 roku. Przez dwadzieścia lat mieszkałem pod numerem 65 na pierwszym piętrze.

81_1247893518

źródło:www.kolejkamarecka.pun.pl

   Zaraz po wojnie mieszkańcy Chłodnej gnieździli się głównie w Kamienicy pod Zegarem, która wtedy wydawała się kolosem. Zajmowali każde wolne miejsce, nawet piwnice. Kilka rodzin mieszkało na małej powierzchni i dawało radę dogadać się. Dziś odnoszę wrażenie, że jak na owe czasy, ludzie byli szlachetni, pomagali sobie wzajemnie – i to było naturalne. To nie do pomyślenia, ale wtedy wszyscy się znali. Kobiety codziennie siadywały przed domem na stołkach, żeby porozmawiać. Bohaterki! Wyniosły z kamienicy na kocu niewybuch, który przebił jedną z klatek i utkwił w ścianie.

der911

żródło:www.kolejkamarecka.pun.pl

   Kamienica pod Zegarem miała też innych bohaterów na przykład pani Zielińska – taki nasz Korczak. Była naszą najbliższą sąsiadką. Dzieliliśmy z nią mieszkanie. Pochodziła z Woli i przed wojną pracowała w domu dziecka. Wtedy poznała samego Janusza Korczaka, który często odwiedzał ten dom. Codziennie, gdy była taka potrzeba razem z moją matką przygotowywały posiłki dla bezdomnych dzieci. Utkwił mi w pamięci taki obraz: otwieram drzwi do pokoju pani Zielińskiej i widzę kilkoro małych dzieci, strasznie wychudzonych, brudnych z zabandażowanymi rękami. Jadły rękoma zupę z blaszanej miski. Jedno z nich leżało na podłodze. Pani Zielińska wyprowadziła mnie do pokoju, w którym mieszkałem z rodzicami. Byłem mały, nie wiedziałem, o co chodzi. Po pewnym czasie dowiedziałem się, że były to dzieci, na których hitlerowcy przeprowadzali eksperymenty medyczne. A może ktoś po prostu wyciągnął je spod gruzów…

   Mama miała ambicje – zapisała mnie do „ekskluzywnej” wtedy szkoły im.Wojciecha Górskiego przy ul. Smolnej. Dzień w dzień przełaziłem z tornistrem po gruzach przy Hali Mirowskiej, potem Ogrodem Saskim, Krakowskim Przedmieściem do Tamki i na ul.Smolną. Później przez Chłodną i Żelazną jeździłem tramwajem.

źródło:www.ztm.waw.pl

PO DRUGIEJ STRONIE…

    Próbowałem rozszyfrować co ktoś, kiedyś naniósł ołówkiem na spód zdjęcia. Potrafiłem odczytać słowa i cyfry: 216-38… judenrat… A. Czerniaków… Cegła… Pawiak… Gęsiówka… Abel… Rajch – Janicki (Ranicki?) oraz zbitki różnych liter trudnych do odczytania.

    I tutaj mój ślad się urwał. Wszystkie te odszyfrowane wyrazy raczej skłaniają do tragicznego scenariusza historii kobiety z fotografii. Zastanawiałem się, co łączyło wszystkie te wyrazy? Ponieważ moje śledztwo utknęło w miejscu mogłem tylko puścić wodze fantazji. Odczytany  numer mógł być numerem telefonu – w getcie do końca działały telefony i były numerami 5-cio cyfrowymi.

źródło:warszawa.gazeta.pl   Piętrowy neoklasycystyczny budynek Judenratu wcześniej Gminy Żydowskiej przy ul. Grzybowskiej 26/28.

     Judenrat – Żydowska Rada Starszych. Była to forma sprawowania władzy przez przywódców żydowskich nad skupiskami żydowskimi (getta) wprowadzona przez nazistów w 1939 roku. Tak naprawdę powołanie Judenratu miało na celu sprawne wykonywanie poleceń okupanta i zadań administracyjnych (ewidencja ludności) a także dostarczanie robotników, organizowanie wysyłki ludzi do obozów pracy.

    Adam Czerniaków – z wykształcenia inżynier chemik, przedwojenny radny Warszawy i senator RP. Mianowany we wrześniu 1939r. przez prezydenta Warszawy komisarycznym prezesem Żydowskiej Gminy Wyznaniowej w Warszawie, później stał na czele Judenratu. Współorganizował opór cywilny oraz opiekę społeczną, wspomagał tworzenie podziemnego archiwum getta, utrzymywał kontakty z działaczami konspiracji. Popełnił samobójstwo 23 lipca 1942r zaraz po tym gdy odmówił podpisania dokumentów o wywozie dzieci żydowskich do Treblinki. Został pochowany w Alei Zasłużonych na przy w Warszawie.

   „Cegła” – jeśli nie oznaczała materiału budowlanego, to mógł być nim pseudonim polskiej strażniczki więziennej działającej w konspiracji z ramienia AK na Pawiaku. Nazywała się Helena Łapińska, została skierowana do pracy na Serbii (więzienie dla kobiet) przez Związek Walki Zbrojnej.  Ochrzczono ją „Cegła” bo była kanciasta i szorstka w obejściu z więźniarkami, choć tak naprawdę była gotowa nieść pomoc – często narażając swoje bezpieczeństwo. Gestapo odkryło jej powiązania z AK i w ostatnim momencie udało jej się uciec. Podziemie dało jej nową tożsamość i z nową kenkartą opuściła Warszawę.

źródło:www.warszawa1939.pl

    Pawiak - więzienie śledcze. Nazwa pochodzi od ulicy Pawiej, przy której znajdowała się jedna z bram wjazdowych. Polaków osadzano w Pawiaku już od 2 października 1939 – było to największe więzienie polityczne na terenie okupowanej Polski, zarządzane przez Gestapo. Od 1943  Pawiak miał zostać przekształcony w obóz koncentracyjny – jednak zarzucono ten pomysł i utworzono go w Gęsiówce.

źródło :www.warszawa.wikia.com

   „Gęsiówka”-zawdzięczała swoją nazwę ulicy przy której się mieściła. Przed II wojną światową było to więzienie wojskowe przy ulicy Gęsiej w Warszawie. W latach 1945–1956  była przez sowieckie organy terroru i polskie władze komunistyczne. W 1943 roku, na podstawie rozkazu Heinricha Himmlera, budynki Gęsiówki stały się siedzibą obozu koncentracyjnego. Miejsce to miało służyć jako punkt gromadzenia Żydów wywożonych do pracy do Niemiec, a także jako ich likwidacji. 5 sierpnia 1944 obóz został wyzwolony przez batalion „Zośka”. Uratowany tylko 348 więźniów – resztę Niemcy „ewakuowali” tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego.

   Reich – Janicki (?) – być może chodziło o Marcela Reich-Ranickiego (szefa Biura Tłumaczeń Judenratu) – zapis jest niewyraźny . W styczniu 1943 wziął wraz z Szymonem Majfusem udział w spektakularnym rabunku kasy Judenratu aby uratować ją przed przekazaniem Niemcom. Zdołał się wydostać na aryjską stronę i ukrywał się u polskiej rodziny na warszawskiej Pradze. Uratował się z zawieruchy wojennej. Zmarł 18 września 2013 we Frankfurcie nad Menem.

   Abel – być może chodziło o Abe Gutnajera (Abel Gytnajer). Pochodził z rodziny warszawskich antykwariuszy, którzy mieli małe salony antykwaryczne przy ulicach Śliskiej i Bagno, nastawione przede wszystkim na klientów pochodzenia żydowskiego…